It Came…

it-came-from

It Came From The Desert to amigowy tytuł, który stworzono jako hold dla filmów klasy B z lat 50-tych. Oślizgłe kreatury z kosmosu i napromieniowane monstra powstałe w skutek eksperymentów naukowych przetaczały się przez amerykańskie kina. Dzisiaj to już klasyka – proste efekty specjalne, aktorzy w gumowych strojach i kobiety krzyczące z przerażenia. Na amidze na trzech dyskietkach upchnięto historię zapomnianej mieściny gdzieś w Nevadzie atakowanej przez gigantyczne mrówki pożerające mieszkańców. W programie same filmowe wrażenia – ostrzeliwanie przerośniętych owadów na farmie, nalot dwupłatowcem na maszerujące mrówki, poszukiwanie gniazda królowej w kopalni, a takze starcia z lokalnymi redneckami. Dobry zapomniany tytuł

  • http://blogrys.wordpress.com/ Borys

    Dodajmy, że stojąca za „It Came…” Cinemaware wypuściła też takie wybitne gry jak „Defender of the Crown” i „Wings”. A „It Came…” pamiętam doskonale, pamiętam tę mrówczą grozę towarzyszącą poruszaniu się po mapie świata. Fantastyczna gra.