Caped Crusader

Batman: The Caped Crusader z 1988 roku jako gra nabrał mocno komiksowej otoczki co szczególnie było widać w sposobie przedstawienia akcji. Zamiast tradycyjnego przesuwania ekranu, kolejne pomieszczenia pojawiały się w formie kadrów nakładanych na siebie i dających wrażenie czytania graficznej powieści. Dołóżmy do tego świetnie narysowane i animowane postacie oraz bogate w detale tła to łatwo sobie wyobrazić, że The Caped Crusader okazł się strzałem w dziesiątkę. W fabule podzielonej na dwie opowieści wreszcie pojawili się znani z komiksów arcyłotrowie, którym Batman musiał oczywiście stawić czoła. W epizodzie „A Fete Worse Than Death” głównym przeciwnikiem był Joker, a w „Bird in a Hand” szyki Nietoperzowi mieszał Pingwin. Tym sposobem w ramach jednej gry otrzymaliśmy niejako dwie produkcje umieszczone na osobnych stronach taśmy lub dyskietki. Sama rozgrywka była mieszanką zręcznościówki połączonej ze zbieraniem przedmiotów i używaniem ich w konkretnych lokacjach. Nad całym procesem twórczym czuwali ludzie z DC Comics pilnując czy założenia Ocean są zgodne z kanonem Batmana. Zatwierdzeniu podlegały rysunki postaci ( uszy bohatera musiały mieć odpowiednia ilość pikseli ! ) , nazwy przedmiotów ( wszystko z przedrostkiem „Bat-„ ) i zabronione było pokazywanie nieuzasadnionej przemocy. Historia związana z The Caped Crusader ma też polski akcent. W specjalnym dodatku do Bajtka – „9 gier komputerowych” z 1989 roku będącym de facto „zerowym” numerem Top Secretu ukazała się recenzja epizodu z Pingwinem razem z duża mapą pokazująca rozmieszczenie poszukiwanych przedmiotów. Drugi epizod trafił już do premierowego wydania TS’a z dość osobliwym wstępem do recenzji gry – „Zły Jacek, syn Nichola w przebraniu Jokera znowu przeszkadza (…)”. Taki był urok ówczesnej prasy