Sabre Wulf

Kiedy w pierwszych miesiącach 1984 roku rynek wyczekiwał kolejnego wielkiego hitu od Ultimate firma nabrała wody w usta tradycyjnie już nie zdradzając żadnych szczegółów co do dalszych swoich planów. Inni deweloperzy słusznie obawiali się Stamperów wiedząc, że Ci z pewnością kolejny raz szykują się do zawojowania rynku. Doszło nawet do tego, że brytyjskie Imagine roszczące sobie prawa do bycia liderem branży wynajęło nawet prywatnego detektywa, który miał zdobyć informacje o nowych projektach Ultimate. Nie wiadomo jak potoczyło się śledztwo, ale w każdym razie wkrótce zaczęło się coś dziać. W kilku czasopismach pojawiły się całostronicowe reklamy przedstawiające jedynie duży napis „Sabre Wulf” oraz logo Ultimate. Żadnych screenów, ani opisu gry. Niektóre redakcje próbowały na własną rękę zdobyć jakiekolwiek informacje, ale Chris i Tim konsekwentnie realizowali swoją politykę „zero rozmów z prasą”.

Ostatecznie w czerwcu wszystko stało się jasne. Na rynek trafiło duże pudełko z lakierowanym logo gry, a w środku wytłoczka zawierająca kasetę oraz instrukcja. Już na pierwszy rzut oka Sabre Wulf wyglądało o klasę wyżej niż typowe wydania na ZXa za czym szła cena podniesiona ze standardowych 5 funtów na 9.95 ( i tak już zostało przy następnych tytułach ). Ultimate chciało w ten sposób podkreślić wyjątkowość produktu oraz walczyć z piractwem. Zdaniem Chrisa Stampera ktoś kto zapłaci wyższą cenę za ich grę nie będzie tak ochoczo dawać ją do skopiowania znajomym. Sabre Wulf był pierwszym z serii czterech produkcji traktujących o przygodach Sabremana, niestrudzonego podróżnika i odkrywcy 8-bitowych światów. W pierwszej wyprawie towarzyszyliśmy mu podczas przeczesywania dżungli w poszukiwaniu kilku części amuletu ACG ( skrót od Ashbey Computer and Graphics, poprzedniej firmy braci ). Pomimo iż rozgrywka przypominała Atic Atac  co kilku dziennikarzy uznało za odtwórczość to technicznie jakość wykonania po raz kolejny pokazała innym grom ich miejsce z tyłu szeregu. Kolory wręcz wylewały się z ekranu ( na Spectrum ! ), a dżungla nie wyglądała bardziej sugestywnie w żadnym innym tytule. Jeżeli ktoś wykazał się małpią zręcznością oraz ogromnymi pokładami cierpliwości dając tym samym radę ukończyć grę to trafił na tajemniczą wiadomość, że przygodę będzie mógł kontynuować w Underwurdle.