Konsolowy szał

Sega Mega Drive. Sprzęt na który w pewnym momencie chciałem zamienić swoją Amigę na której ograłem już „wszystkie” tytuły. Na konsoli miałem mieć automatowe hity – Streets of Rage, Punishera, najlepszą wersję Street Fightera 2, poza tym Sonica, Gunstar Heroes albo Alladyna. Jednak szybko przyszło otrzeźwienie w postaci cen i dostępności kartridży. W Polsce na początku lat 90-tych trudno było coś dostać, a jak już to w cenach drenujących portfel nastolatka. Zbierać na jedną grę kilka miesięcy? Nawet najlepsze produkcje 2D nie były tego warte tym bardziej, że PCty wchodziły już w konkretną rewolucję 3D, miały Dooma i Strike Commandera. No i na blaszaku nadal grać za grosze 😉

CD32

Amiga CD32 w słodko-gorzkiej recenzji w Secret Service. Niby konsola o przyzwoitych parametrach miała szansę  powalczyć o swój kawałek tortu na rynku, ale położył ją decydujący czynnik czyli gry. Te niby były, ale w większości jako porty z Amigi 1200 z dodanymi scenkami przerywnikowymi i muzyką. Choć nie zawsze bo sporo gier było wydawanych na szybko bez jakichkolwiek dodatków. I zanim CD32 zdążyło się rozkręcić Commodore zbankrutowało, a wszelkie próby reanimacji sprzętu nie  miały większego sensu w obliczu nowych graczy pokroju Playstation i Saturna

Filmowe nowości

Kolejne VHSy które wyłowiłem z targu staroci. Firefox to mój ulubiony film z Eastwoodem, świetny thriller szpiegowski w klimatach Zimnej Wojny. Pamiętam jak szukałem informacji czy przypadkiem ten tajny radziecki samolot nie istnieje naprawdę. Powrót do Przyszłości 2 to z kolei najlepsza część trylogii bo w końcu ma deskolotki i latające samochody. Tymczasem minął 2015 i po takich zabawkach ni widu, ni słychu. Dalej agent 007 walczący z organizacją Widmo w Japonii , pozdrowienia z Wietnamu w Roku w piekle wydanym przez gdański El-Gaz (co za nazwa!) oraz dokument o brytyjskim mistrzu F1. Jako fan wyścigów nie mogłem sobie odmówić takiego zakupu.

Red Heat

Arnold w ZSRR podczas prac nad „Czerwoną gorączką”. Wówczas po raz pierwszy w historii pozwolono amerykańskiej ekipie filmowej kręcić zdjęcia na Placu Czerwonym. Film to dobry akcyjniak godny lat 80-tych. Naparzanka w łaźni, strzelanina w hotelu, rozróba na dworcu, a w tle obskurne dzielnice Chicago, ewentualnie Moskwy. Czego chcieć więcej? Męczyłem to na VHS równo z innymi filmami Arnolda.

Skrzydła II Wojny

Po ciężkich bojach złożyłem wreszcie materiał o symulatorach lotu związanych z II Wojną. Coś odpowiedniego dla wirtualnych lotników, którzy dosiadali swoich Mustangów, Spitfire’ów albo Messerschmittów, tocząc zaciekłe pojedynki na frontach II Wojny Światowej. Zapraszam na seans

Lemmings

Lemingi – 10 pixeli wysokości i 6 szerokości. Pierwsza część była powiewem świeżości, pomysłem który z miejsca zaskoczył i wciągał jak bagno. Uratowanie jak największej liczby gryzoni stało się wręcz obowiązkiem. Dwójka podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej, wprowadziła dwanaście różnych plemion co przełożyło się na tematyczne scenerie i unikatowe umiejętności dla różnych grup lemingów. Trójka okazała się dla mnie niestety totalnym rozczarowaniem. Przeskok z 2D na 3D wyszedł do bani więc cała magia serii uleciała.

Na pełnym gazie

Vroom! – tytuł który bardzo dobrze obrazował to co się działo na ekranie. Szybkość, dynamika i arcadowa zabawa. Niby gra traktowała o F1, ale robiła to w czysto zręcznościowym wydaniu. Urwane koło? Nie ma problemu, respawn i jedziemy dalej. Dzwon z innym bolidem przy zamkniętym budziku? Lakier lekko draśnięty i kontynuujemy ściganie. Za grosz realizmu, wyboru zespołu, dbania o stan opon czy pilnowania stanu paliwa. Porządny amigowy wyścig z niskim progiem wejścia. Symulacje zostawmy PCtowcom  

Wakacje z Atari

Gdzie w tym roku jedziemy na wakacje? Można np. zapisać się na obóz Atari i to na cały miesiąc! Na przełomie lat 70/80-tych firma organizowała takie „wyjazdy edukacyjne” dla młodzieży łącząc przyjemne z pożytecznym. Dzieciaki uczyły się obsługi komputerów, programowania i oczywiście łoiły w gry. Na takich wakacjach wypadało się modlić o brzydką pogodę żeby dało się spędzić przed ekranem więcej czasu. Z naszego polskiego podwórka pamiętam takie letnie zajęcia na kółku komputerowym w domu kultury. Było ich raptem kilka i z zajęć edukacyjnych tylko raz była nauka Logo, a na pozostałych robiliśmy to co najlepiej nam wychodziło, graliśmy i kopiowaliśmy soft.