Teenagent

Dzisiaj jest podobno 26-ta rocznica premiery polskiej gry Teenagent. Piszę „podobno” ponieważ różne źródła wskazują inne daty. W każdym razie Teenagent był pierwszą rodzimą grą z gatunku przygodówek w którą zagrałem bez krzywienia się. W końcu wcześniejsze spotkania z dorobkiem Lucasartsu oraz Sierry powodowały, że moje oczekiwania co do nowych tytułów point’n’click były wysokie. I nic z naszego podwórka mi nie podchodziło. Dość niespodziewanie produkcja Adriana Chmielarza przyciągnęła mnie do ekranu i jak pamiętam dobrze się przy niej bawiłem. W którymś momencie w moje ręce wpadł nawet oryginał bo chciałem w ten sposób uhonorować twórców gry dorzucając im kilka złotówek do skarbonki. Dziś jest na GOGu do zgarnięcia za darmo wiec warto się jej przyjrzeć jeśli nie mieliście okazji w przeszłości

Postrzeleńcy

Kolejka za biletami na Goonies. Podobny ogonek tworzył się pod drzwiami naszego mieszkania kiedy rodzina i sąsiedzi chcieli obejrzeć „Postrzeleńców” na świeżo nabytym magnetowidzie marki Otake w 87 roku (najlepiej w maratonie z Rambo, Commando i Akademią Policyjną). Goonies to była obowiązkowa pozycja na VHS po której obejrzeniu z kumplami biegało się po osiedlu w poszukiwaniu guza i wielkiej przygody. U nas na krakowskim Białym Prądniku za statek piracki robił stare młyn z czasów zaborów. Złota tam nie było, ale pojawiły się takie skarby jak fajki, piwo oraz pisemka dla dorosłych

Wikingowie

Prawdopodobnie najfajniejszy fragment amigowego Heimdalla – rzucanie toporem w sznury rozciągnięte wokół głowy niewiasty. Trafić łatwo nie było bo kursor mocno pływał po ekranie, a jak wiadomo niecelny rzut kończył się tragedią. Finalną wersję gry w trosce o młodocianych ocenzurowano i wymowna krwawa scena była dostępna tylko w wersji przedpremierowej udostępnionej dziennikarzom.

C64 w świecie Marvela

Tymczasem w piątym odcinku serialu WandaVision można podziwiać piękny zestaw Commodore 64. Komputer, monitor i stacja dysków – model 1541, prawdziwa nieporęczna cegła w dodatku z powolnym odczytem danych. Ale przynajmniej świetnie komponuje się z resztą elementów. W kadrze widać jeszcze pudełko na dyskietki 5.25 zapewne z przegródkami dzielącymi tematycznie nośniki na  „programy użytkowe, wyścigi, strzelanki, labiryntowe, strategie”

Zadyma na jednośladach

Road Rash – ktoś miał dobry pomysł żeby połączyć wyścigi motocyklowe z bijatyką. Trzeba było nie tylko pędzić na złamanie karku lawirując w ruchu ulicznym przy okazji uciekając policji, ale też częstować konkurentów pięścią, solidnym kopem albo bejzbolem. Wygrywał ten który wykazał się lepszym refleksem na drodze i miał parę w łapach. Road Rash trafił też na nasze półki w postaci oryginalnego wydania w Kolekcji Klasyki Komputerowej. Wtedy wydawało mi się to bezsensowną sprawą. Raz, że na giełdach gra była dostępna od przynajmniej roku więc kto miał zagrać już dawno to zrobił, a dwa wydawać kieszonkowe na zręcznościówkę? Kupując dowolny symulator albo strategię przynajmniej dostawało się solidną instrukcję i jakieś dodatki, a tutaj w pudełku latały tylko dyskietki i parę kartek opisu.

Extra Kombat Korner

Redakcja Secret Service wydawała swoje „Kompendia Wiedzy”, grube księgi z różnymi materiałami na temat gier, ale nie tylko. W drugim tomie w rozszerzonym dziale Kombat Korner autorstwa Gulasha trafiły się min. historie postaci i turnieju Mortal Kombat 2. Takie rzeczy robiły nam wówczas za encyklopedie serwując zarówno część tekstową jak i klimatyczne rysunki przesyłane przez czytelników.

Loading #86 – Przegląd gier od Core Design

Sprawdzamy, jak po latach trzymają się 16-bitowe gry wydane przez Core Design. Wybraliśmy dla Was kilka interesujących pozycji, m.in. jak ratować związek przy pomocy mięśnia piwnego, wikingową odmianę Darts, historię Człowieka-wilka, sprawę leniwego montażysty filmowego, Wspaniałego Psa i wiele innych.