Klasyczna bijatyka

Street Fighter 2 przez jakiś czas był naczelnym mordobiciem 1 vs 1 na Amidze. Ośmiu podstawowych zawodników, każdy ze swoją historią i zestawem ciosów specjalnych. Bez problemu można było znaleźć swojego ulubieńca. Do tego czterech twardych „bossów” na szczycie drabinki turnieju. A później pojawił się Mortal Kombat więc w moim przypadku Ryu i spółka poszli w odstawkę. Gdzieś za moimi plecami rodzina SF2 cały czas się powiększała o kolejne wersje: Champion Edition, Hyper, Turbo, New Challengers. Przestałem liczyć te kolejne wcielenia. Ostatnio wróciłem do gry na Sega Mega Drive i widzę, że wcale nie zardzewiałem. Wciąż jestem w stanie przejść całą grę i bezproblemowo kręcić ćwierćkółka żeby odpalić Hadouken’a

It Came from the Desert

Wielkie zmutowane mrówki atakujące zapomnianą mieścinę gdzieś pośrodku kalifornijskiej pustyni, spanikowani mieszkańcy i jeden bohater, który może zapobiec tragedii. Scenariusz godny amerykańskiego kina klasy B z lat 50-tych. Tak wyglądała gra It Came form the Desert od Cinemaware, firmy w której starano się tworzyć gry tak żeby dostarczały „filmowych emocji”. W nowym odcinku Loading​ opisuję jak od kuchni powstała ta klimatyczna produkcja.

Obcy na automacie

„Nie pchać się! Każdy dostanie strzała!”. Alien vs Predator, ależ to były piękne momenty walki Predatorem z hordą obcych. I jeszcze można było siać zamęt aż w trzy osoby, chociaż tylko w oryginalnym automacie bo w naszych Wozach Drzymały przeważały uniwersalne budy z opcją dla dwóch graczy. W cenie żetonu dodatkowe atrakcje: wianuszek widzów za plecami, opary tytoniowego dymu i strach przed „skrojeniem” z kasy/żetonów.

Monster 3D

Test dopalacza 3Dfx w Secret Service. Nie da się ukryć, że akceleracja sprzętowa to była nielicha rewolucja. Gry dostawały konkretnego kopa w zakresie wyświetlanych fps-ów, ale   przede wszystkim chodziło tutaj o filtrowane tekstury z których zniknęły „kafle” widoczne na modelach otoczenia i postaciach. Lara od razu zyskała na atrakcyjności

Akcyjniaki na ZXa

Dwaj herosi porządnego kina akcji w dwóch grach na Spectrum. Nie da się ukryć, że w słabych. Ale obydwa wydania w dużych plastikowych opakowaniach mają tak klimatyczne okładki, że nie mogłem przejść obok nich obojętnie. Niech stoją na półce i cieszą oczy

Jacuzzi

Jesteś sobie tłumaczem i jednocześnie amatorskim lektorem. Aktualnie masz na warsztacie film „Trading places” czyli po naszemu „Załóżmy się o dolara”. Kiedy w filmie pada słowo „Jacuzzi” (co dla Polaka żyjącego w naszej szarej rzeczywistości lat 80-tych jest czymś abstrakcyjnym) nie za bardzo wiesz czy przetłumaczyć to jak leci czy może dodać coś od siebie? No i jeszcze tłumaczysz śmiech postaci bo czemu nie? Materiał zgrany z mojej wiekowej kasety

20 lat Playstation 2

Dzisiaj mija 20 lat od premiery Playstation 2. Z „Czarnulą” znamy się nie od dziś. Swój egzemplarz kupiłem na giełdzie komputerowej (Kraków-Balicka) od razu z przeróbką i pokaźnym zestawem gier. Przejście z PSXa na nową generację konsoli było dla mnie zupełnie naturalne. Nie trawiłem już grania na PC ze względu na konieczność ciągłej rozbudowy sprzętu. PS2 dawała mi w tej kwestii spokój. Do tego możliwość podłączenia do dużego telewizora (29 cali to było coś!), wygodę grania na padzie i ciągły dopływ fantastycznego softu. Kawał pięknej historii

PieC

Niezły ten stary blaszak (niestety nie mój). 3Dfx Voodoo 5500 AGP na pokładzie, monitor CTR prawdopodobnie 17 cali, ergonomiczna klawiatura, bezprzewodowa myszka, a przygrywa do tego Sound Blaster AWE64 podpięty do głośników stereo (kto pamięta te reklamy „120Watt PMPO!” ?)

Orientalne mordobicie

Warriors of Fate – chodzone mordobicie „ciągle w prawo”, ale w innym wydaniu niż typowi przedstawiciele tego gatunku. Zamiast miasta pełnego oprychów i degenaratów dostaliśmy orientalny klimat z chińskiej Epoki Trzech Królestw (około 230 rok n.e.) w którym za mięso armatnie robili żołnierze wyposażeni we włócznie, halabardy, miecze i inne ostre żelastwo. Jatka była konkretna bo na ekranie pojawiało się nawet 10 przeciwników na raz i od czasu do czasu ktoś chlapnął krwią na podłoże. Trochę żetonów na to przepuściłem. Wprawdzie Warriors of Fate dostało konwersje na ZX/C64 (jako Dynasty Wars), ale marnie wykonane nie dawało tej frajdy co oryginał.