Smash TV

Były takie tytuły w salonach arcade przy których od pierwszych sekund zabawy człowieka szlag trafiał. Do SMASH TV robiłem kilka podejść, ale zawsze była to szybka strata żetonów. Wywindowany poziom trudności i chaos na ekranie skutecznie utrudniały sterowanie chłopkiem w gąszczu ekranowej zadymy. Przeciwnicy napierali ze wszystkich stron siejąc pożogę setkami wystrzelonych pocisków i wydawało się, że cały świat sprzeciwił się przeciwko mnie. Chociaż nie wiem jakbym się zaparł to napis „Continue ?” pojawiał się po niecałej minucie zabawy. Na domowych portach dla 8/16-bitowców nie było wcale lepiej. Mordęga trwała dalej szczególnie w wydaniu na C64 czy ZXa gdzie sterowanie było gorsze niż w wydaniu na automaty, a przy niskiej rozdzielczości grafika zlewała się w breję pikseli.

Freescape

Na 8-bitowcach powstał w zasadzie tylko jeden „silnik” graficzny pozwalający modelować otoczenie w 3D, który został wykorzystany w więcej niż jednej grze. Nazywał się FREESCAPE i napędzał takie gry jak Driller czy Total Eclipse.  Największa produkcja wykorzystująca ten silnik to Castle Master z 1990 roku, który godnie pożegnał się z epoką komputerów pokroju C64 czy ZXa [Czytaj dalej…]

Wietnam na ZX Spectrum

Rok 1986 – w kinach wyświetlają „Pluton” przedstawiający historię żołnierzy rzuconych w piekło wojny w Wietnamie. Film z antywojennym przesłaniem zgarnia 4 statuetki Oskara, a Brytyjczycy z Ocean szykują się do wydania adaptacji w postaci gry komputerowej. I jak tu przenieść brutalny obraz konfliktu, krew, przemoc o wybory moralne na ekrany prostych 8-bitowców ? [Czytaj dalej…]

Jet Pac

Jetpac – cała 8-bitowa magia zmieściła się na jednym ekranie na którym astronauta z plecakiem odrzutowym zbierał części do swojej rakiety unikając jednocześnie przeszkadzajek w postaci obcych form życia. Grywalność była nieziemska, produkcja przypominała najlepsze tytuły z maszyn arcade oferując schludną grafikę, która w połączeniu z płynną animacją pokazywały niedowiarkom ile można wycisnąć z prostego komputera Zx Spectrum. Jetpac stał się gigantycznym sukcesem finansowym i wizerunkowym. Po pierwsze gra szybko dobiła do 300.000 sprzedanych egzemplarzy co oznaczało, że w roku premiery kupi ją co trzeci posiadacz ZXa, a po drugie firma Ultimate z miejsca stała się rozpoznawalną marką dostarczając w przyszłości kolejne grube hity na Gumiaka.

Loading strona B – seria Dizzy

Tym razem na wizji same jaja. Albo przynajmniej jedno o imieniu Dizzy znane z epoki retro. W odcinku dowiecie się skąd wziął się pomysł na grę, jak Hubert „prawie” dostał wersję na małe Atari i który odcinek przygód jajowatego był najlepszy

Zrobieni w jajo

Dizzy – niby fajny bohater z wiecznie uśmiechniętą buźką i nawet machał łapką z ekranu. Tymczasem był to kawał skurczybyka bo w grze często właził gdzie nie trzeba, trudno było nim sterować kiedy bezwładnie toczył się na lewo i prawo ( jak to jajo ) i potrafił zginąć już na pierwszym ekranie. Ale jeśli przełknąć wysoki poziom trudności to wyszedł z tego całkiem zgrabny action-adventure ubrany w kolorową grafikę i skoczną muzyczkę ( nawet w wersji na Gumiaka ). Kolejne gry z serii opierały się z grubsza na tym samym –  szukaniem przedmiotów i kombinowaniem jak wskoczyć na pozornie niedostępne platformy w czym pomagał Secret Service drukując solidne mapki i opisy. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem zdrowia żeby skończyć którąkolwiek część. Gdyby tylko miała opcję zapisu stanu gry 😉

Szalony Max

Max Rockatansky – facet który jeździł przerobionym Fordem Falconem z silnikem V8 paląc ponad 20 litrów na setkę, swoje argumenty podpierał dwururką i jadł psie żarcie z puszki. W swoim czasie mocno przerażająca wizja przyszłości szczególnie, że wojna atomowa wydawała się być wtedy dość realnym zagrożeniem

Conan

Conan, wszędzie Conan. Bardziej od książek Howarda interesowały mnie obydwa filmy w których Arnold siekał wrogów mieczem na plasterki. Na ekranie mało mówił i grał głównie mięśniami. Jego postać zawitała też na okładkę fantastyki w styczniu 1985 roku co już samo w sobie było zachęta do kupna miesięcznika. [Czytaj dalej…]