Waldico

W składankach od „Waldico” chyba najbardziej popularnych w Polsce było przeważnie tak, że na dziesięć gier jedna lub dwie były naprawdę dobre, a resztę miejsca na kasecie zajmowały średniaki i szmiry nie warte wczytywania. Brało się więc zestaw „Labiryntowe” gdzie fajny był Tusker, Monty Mole i Ranarama, a pozostałe gry szły na odstrzał. Albo „Sportowe” – tutaj z listy do zagrania był Leaderboard Golf i Match Point, a pozostałe to dawno przemielone starocie. Tak samo z nowościami, które od 92 roku płynęły już mniejszym strumieniem więc oprócz pojedynczych świeżych gier na kasecie lądowały produkcje kilkuletnie.

Gumiak w papierze

Zbieranie brytyjskich czasopism poświęconych ZX Spectrum zaczęło się u mnie od kupna dwóch numerów na próbę. Potem jakoś tak samo się namnożyło na półce. Na stanie mam już ponad 60 numerów Crash’a, Your Sinclair i Sinclair User. Chociaż te wszystkie miesięczniki mam od dawna w pdf’ach to jednak zapach papieru i możliwość kartkowania fizycznych egzemplarzy robi swoje

[Czytaj dalej…]

„Czerwony pięć” na Gamecube

Rogue Leader to jeszcze nie pełne retro, a raczej youngtimer. Kiedy gra pojawiła się w 2001 roku na Gamecube miała co pokazać – obłędnie płynna animacja kiedy X-Wing śmigał tuż nad powierzchnią Gwiazdy Śmierci czy pompujące adrenalinę przeloty pod brzuchami maszyn AT-AT powodowały autentyczny opad szczęki. Do tego poczucie uczestnictwa w kosmicznym spektaklu podczas którego wokół gracza toczyły się starcia wielu jednostek. Czarną pustkę kosmosu przecinały wstęgi laserowych wystrzałów, wielkie krążowniki eksplodowały trawiąc ekran morzem ognia, a z głośników dobiegały okrzyki skrzydłowych. Traktowałem to jak deser po serii X-Wing i TIE Fighter ogrywanej kilka lat wcześniej. Poezja

Lektor z Commando

Polecam waszej uwadze lektora z Commando, który czytał film nie wiedząc chyba co się za chwilę stanie z Arnoldem i jego koleżanką bo mocno przeżywa akcję aż głos mu się łamie. Fragment zgrany ze mojej starego vhsu na którym widać , że film przyjechał na naszą giełdę prawdopodobnie skopiowany z laserdysku ponieważ jest tam znacznik „continued on side B”. Taki fajny smaczek z epoki

Graj żeby wygrać

Zapraszam na nowy materiał, który właśnie upichciłem. Tym razem poświęcony grom w których można było wygrać cenne nagrody rzeczowe. Od gratisowych gier przez lot Concordem, sportowe Porsche po koronę ze szczerego złota wysadzaną drogimi kamieniami

Pocztówki

Takie pamiątkowe pocztówki przygotowałem dla Loadingowych Patronów progu „lepsza grafika”, a na nich pixelowe szaleństwo: obskurny bar z Larrego, turniej rycerski z Defender of the Crown, orientalna sceneria z Bruce Lee, zadyma z Golden Axe i uśmiech Impa z Dooma.

Domowa wypożyczalnia

Jakiś czas temu postanowiłem, że zrobię sobie w domu ścianę wypełnioną kasetami VHS. Taka namiastka osobistej wypożyczalni. Żona patrzy z politowaniem, ale nasi synowie mają przynajmniej lekcję historii. Plan realizuję systematycznie uzupełniając zbiory, a że na targach staroci można takie filmy znaleźć dosłownie za grosze to kolekcja rośnie. Dzisiejsze zdobycze całkiem udane, same akcyjniaki  z lat 80/90-tych. A Predator trafił mi się już trzeci raz w innej okładce. No to wziąłem

ZXy w służbie narodu

Szkolna pracownia wyposażona w ZX Spectrum potocznie zwane Trumnami albo Gumiakami. Nie widać czy chłopaki programują czy ciupią w Jet Set Willy 😉 Na podobnych sprzętach (+ polskie Elwro Junior) pracowałem na zajęciach informatyki jeszcze w 1993 roku co nawet jak na nasze rodzime warunki było już archaizmem

Ninja!

oglądasz sobie kilka porządnych filmów na video w stylu „Wejście smoka” albo „Amerykański Ninja” i później biegniesz na giełdę albo do studia komputerowego nabyć gry w podobnym klimacie. Na kasecie czeka kilka dobrych tytułów – Bruce Lee, Usagi Yoimbo albo The Last Ninja 2 prawdopodobnie z pociętej na osobne etapy wersji dyskowej. Jest też kilka paździerzy jak Ninja Strikes Back i Ninja Task. Byle złowić nieświadomego klienta „Idziesz i lutujesz gościem w masce. Spodoba ci się!”

Strike Commander – zabójca procesora 386

Od zawsze byłem fanem wirtualnego latania w przestworzach szczególnie jeśli pod skrzydłami miałem podczepione silne środki perswazji w postaci naprowadzanych pocisków i śmiercionośnych bomb. W czasach dominacji 8-bitowców na wiele nie mogłem sobie pozwolić bo i komputery nie grzeszyły mocą obliczeniową  więc zamiast produkcji szumnie określanych jako symulatory dostałem po prostu gry lotnicze. Fighter Pilot, F-15 Strike Eagle czy Tomahawk oczywiście dawały mi namiastkę bycia pilotem wojskowych maszyn, a niedostatki oprawy dopowiadała bujna wyobraźnia.

[Czytaj dalej…]