Quest for chruch

Dzisiaj pojawiła się informacja o kolejnym (który to już raz?)  crunchu dotyczącym produkcji Cyberpunka 2077. Jako, że gra jest na ostatniej (?) prostej przed premierą to pracownicy „muszą” posiedzieć nad nią nieco więcej niż zakładano co oznacza pracę także w soboty. Złośliwi mówią, że i tak jest nieźle bo skrócili im tydzień pracy z 7 na 6 dni. Piszę o tym bo akurat wczoraj czytałem o historii Sierry, a konkretnie o tworzeniu gry Quest for Glory IV, która jest kojarzona jako najgorszy chrunch w historii tej amerykańskiej firmy. We wspomnieniach pracownicy opisują, że szczerze nienawidzili wtedy swojej pracy bo spędzali w biurze okrągły tydzień, odżywiali się byle czym i spali dosłownie pod biurkami byle dokończyć projekt. Gra miała wyjść w terminie świątecznym czyli największych żniw dla wydawcy. Szef studia Ken Williams nie chciał słyszeć o przesunięciach terminu i nie reagował na żale zespołu. Obiecywał co prawda płatne nadgodziny, ale ludzie i tak się totalnie wypalali albo podupadali na zdrowiu pracując przez wiele tygodni w ostrym stresie. Taki „uroki” tej branży…

Multiplayer

Lotus II na czterech graczy uruchomiony na dwóch zlinkowanych Amigach. Nieśmiertelny tytuł który nie chce się zestarzeć i wciąż można szturchać łokciem kolegę obok żeby wybić go z rytm

Mafia Reamster

Powrót do Lost Heaven. Pierwszą Mafię przyniosłem z giełdy kiedy tylko się tam pojawiła i wsiąkłem bez reszty. Wtedy była to jedna z lepszych historii jakie można było znaleźć w grach komputerowych. Dzisiaj wracam do klasyka w odświeżonej wersji. Fabuła nadal trzyma wysoki poziom, a rozgrywka cieszy jak za dawnych lat. Nie jest to remaster idealny bo sterowanie Tommym potrafi doprowadzić do szału, a tekstury i mniejsze elementy graficzne potrafią się doczytywać w ostatniej chwili (patrz trawa wyrastająca tuż przed pędzącym samochodem). Niezależnie od tego będę się z przyjemnością wspinał po szczeblach mafijnej kariery szczególnie, że nie pamiętam zakończenia. Mogę wiec spokojnie przeżyć tą historię na świeżo

Kumpel do gry

Bruce Lee – kwintesencja kanapowego co-opa. Jeden gracz biega „Brusem” i gasi lampiony, drugi w roli zawodnika Sumo ma do wyboru: przeszkadzać koledze albo chronić go przed atakami zamaskowanego ninja (potocznie nazywani gruby i chudy) Do tego klimat grania po ciemku z zieloną poświatą monitora Unitra i krzykami mamy „Lekcje odrobione?!”

Nowości na VHS

Kilka klasyków do kolekcji VHSów. Są tam min. kopanina z Van Dammem, godnie starzejący się Czerwony Październik, sensacyjniak z Chuckiem Norrisem, wersja reżyserska Łowcy Andoridów (jedna z 6 różnych wersji filmu które można zobaczyć) i niemieckie wydania epizodu V i VI Gwiezdnych Wojen.

Strzelanka

Gra trojga imion – Gryzor/Contra/Roboprotector. Rasowa strzelanina z rodowodem prosto z maszyn arcade. Konwersje na 8-bitowce były siłą rzeczy okrojone wizualnie, ale też dostarczały konkretny wygrzew na ekranie. Nie mniejszą robotę robiła tutaj okładka z postaciami komandosów wzorowanymi na gigantach epoki vhsów. Stąd też z karabinów grzeją Arnold i Sly na tle kosmicznej maszkary wyciągniętej z Obcego.  Wspaniałości!

Najstarsze Star Warsy

Piksele, wektory, lasery i inne bajery czyli najstarsze adaptacje Gwiezdnych Wojen w grach video. W nowym materiale Loadingu zajrzałem za kulisy powstania produkcji takich jak Star Wars Arcade (1983) czy Empire Strikes back (1982). W odcinku min. walka z ograniczeniami sprzętowymi wiekowych konsol, wymogi licencyjne Lucasa, projektowanie obudów do automatów arcade i wredne Atari, które nie pozwalało podpisywać się autorom gier pod ich własnymi dziełami.

Lochy i Smoki w albumie

Kiedy jeszcze byłem piękny i młody to regularnie grywałem w papierowe Dungeons’n’Dragons zaczynając od drugiej edycji. Z tamtych czasów zostało mi masę dobrych wspomnień więc kierowany ręką nostalgii zamówiłem sobie album „Art & Arcana: A Visual History of D’n’D”. Zamieszczono w nim mnóstwo grafiki ze starych podręczników oraz innych wydawnictw TSR, które wciąż wyglądają fantastycznie i działają na wyobraźnię. Są też opowieści twórców systemu i graczy, mapy oraz karty postaci. Dawno nie widziałem czegoś równie pięknego. Odjazd!

[Czytaj dalej…]

Droga eksplodującej pięści?

„Szlak Grzmiącej Pięści” – tłumaczenie godne hitu prosto z giełdy komputerowej. Trzy części porządnego mordoklepa z 8-bitów. W akcji na ekranie same kopniaki i ciosy pięściami. Joysticki pękały, emocje wrzały, pot leciał z twarzy; rodzice krzyczeli że grasz, a lekcje nieodrobione. Symbol minionej epoki!