UniThor!

Dzisiaj startuje kampania na Kickstarterze dotycząca nowego polskiego joysticka UniThor. Projekt prowadzą moi znajomi, którzy od wielu miesięcy pracują nad współczesnym wcieleniem „drążka sterowego” przypominającego najlepsze konstrukcje sprzed lat. Joystick będzie dostępny zarówno w wersji z wtyczką USB jak i z możliwością podłączenia do komputerów 8/16-bit. Osobiście miałem do czynienia z tym drążkiem dwa razy. Najpierw podczas Krakowskich Retrospekcji pod koniec zeszłego roku, a drugi raz w trakcie ostatniego Pixel Heaven. Wrażenia były pozytywne. I faktycznie widać, że chłopaki dokonali kilku usprawnień po wysłuchaniu dziesiątek uwag od testerów. Obstawiam, że finalnie będzie to kawałek solidnego joya, który ma występować w różnych konfiguracjach dostępnych w zależności od zasobności portfela i potrzeb klientów. Polecam rzucić okiem na link do kickstartera UniThora

https://www.kickstarter.com/projects/uni-joy/unithor-a-brand-new-joystick-for-retro-computers

Stal i miedź

Perihelion – amigowa produkcja, która spokojnie łapała się do dość skromnej ówczesnej grupy gier „poważnych”. Tu nie było mowy o wesołej przygodzie w fantastycznym świecie. Zamiast tego fabuła poruszała problemy egzystencjalne i religijne, a ponury nastrój potęgowała grafika skąpana w odcieniach sepii i metalicznych kolorach. Spójność strony wizualnej to była top liga, zresztą oprawa muzyczna niewiele jej ustępowała. To jeden z tych tytułów, które skończyłem współcześnie bo w momencie kiedy wyszła w 1993 roku, byłem szczylem nakręconym na szybkie i efektowne gry. Do Periheliona musiałem po prostu dorosnąć

Jak powstała bitwa o Endor?

Kiedy w 1983 roku do kin wszedł Powrót Jedi to jego popisowy fragment z kosmiczną bitwą o Endor zrywał czerep. Praktyczne efekty specjalne bez grama CGI wyglądały wówczas fenomenalnie, a i dzisiaj spokojnie się bronią. O tym jak powstały te ekranowe cuda, a także jakich wpadek nie uniknęli montażyści i jakie sceny ostatecznie nie trafiły do finalnej wersji filmu opowiadam w poniższym materiale. Miłego seansu

Maverick

Pewnie już słyszeliście, że nowy Top Gun to złoto? Za prawdę potwierdzam wam! Prawdziwa jazda bez trzymanki z kapitalnym zdjęciami samolotów i ujęciami z kokpitu jakimi jeszcze nikt w Hollywood wcześniej nie mógł się pochwalić. Tego filmu nie ogląda się dla fabuły bo ta jest trochę jak gra Ace Combat dolana sosem z Nowej Nadziei. On ma nas zachwycić montażem i tym, że wygląda i rusza się jak milion dolarów. Do tego te nostalgiczne nawiązania do oryginału. Ehhh…. Bankowo obejrzę to jeszcze jak tylko film wyjdzie na płycie i to od razu w 4K. Ewentualnie na VHS

30-lecie Fate of Atlantis!

Dokładnie 30 lat temu, 1 czerwca 1992 roku był dniem dziecka na pełnej #&*@ bo wtedy pojawił się Indiana Jones and the Fate of Atlantis. W moim mniemaniu najlepsza przygodówka w historii i w ogóle najlepsza gra lat 90-tych. Przy okazji jeden z droższych tytułów jakie można było wówczas nagrać na giełdzie komputerowej. 11 dysków w wersji amigowej to nie były przelewki. W tej cenie można było mieć kilka innych produkcji, ale jasna sprawa, ze iście filmowe przygody dr. Jonesa były warte każdego kieszonkowego!

Pixel Heaven 2022

Loading Live! Podczas zbliżającego się 10. PIXEL HEAVEN 2022 GAMES FESTIVAL & MORE w sobotę 11 czerwca godzina punkt 13.30 na scenie głównej razem z moimi kolegami porozmawiam o grach trudnych. Takich przy których przechodzeniu szlag nas trafiał, ciśnienie skakało, a z ust leciał potok wulgaryzmów. Te niewybaczające błędów tytuły stosujące różne sztuczki żeby nas poniżyć: skoki co do pixela, przegięci bossowie i ograniczone do minimum paski życia. Mamy nadzieję, że dyskusja przebiegnie spokojnie, bez nerwów…

Indy V

Pojawiło się pierwsze oficjalne zdjęcie z piątej części Indiany Jonesa. Niby nic, a jaram się jak pochodnia. W 2023 mam na liście już dwa mocarne tytuły do obejrzenia Indiana V i Mission Impossible VII. A wcześniej obowiązkowa powtórka obydwu serii

Niebo nad Ukrainą

Su-27 i U.S. Navy Fighters Dwa symulatory lotnicze z połowy lat 90-tych, których scenariusze przewidują to co teraz się dzieje za naszą wschodnią granicą. W obydwu przypadkach kacapy najeżdżają Ukrainę więc jako pilot koalicji (w U.S.NF) albo ukraiński lotnik za sterami Su-27 bronimy nieba nad Morzem Czarnym. U.S.NF było grą bardziej wszechstronną, która dawała możliwość polatania wieloma maszynami w teksturowanym środowisku w kosmicznej wówczas rozdzielczości 1024×768. Do tego jako produkt idący z duchem czasu i wydany na płycie CD oferował scenki przerywnikowe z aktorami udającymi personel pokładowy (gadki o udanych zestrzeleniach, przybijanie sobie piątek i inne atrakcje). Su-27 był z kolei symulatorem dla odważnych, którzy najpierw spędzali tydzień wertując grubą instrukcję, a dopiero potem instalowali grę. Zaskakiwał złożonością, dbałością o detale, fizyką wirtualnego świata i… wektorową grafiką. Trzeba było mieć jaja żeby w 96 roku w pogoni za „fotorealizmem” fundować klientom grę pozbawioną tekstur. Z drugiej strony autorzy stawiając na gołe bryły zadbali o drobne szczegóły w wyglądzie modeli. W samolotach ruszały się te elementy które powinny były to robić, w pelotkach obracały się wieżyczki,   a w misjach nocnych zapalały się światła w budynkach i pojazdach. Tego nie miał nawet mój ukochany Strike Commander

Karatecy

Dwie najlepsze gra „karate” na małe Atari? Ninja i Karateka! Każda w podobnym schemacie – samotny wojownik kontra reszta świata. Karateka dodatkowo z mocno zarysowaną fabułą, scenkami przerwynikowymi i dużą motywacją do grania. W końcu ratujemy swoją kobietę z rąk podstępnego szoguna. To była też bardziej wyrafinowana produkcja z wręcz majestatycznym wyprowadzaniem ciosów. Ninja to bardziej klasyczne pranie się po gębach nawet z kilkoma przeciwnikami na jednym ekranie, dodatkowo wzbogacone o możliwość rzucania gwiazdkami i nożami. W obydwu przypadkach dodatkowe emocje podbijał wcześniejszy seans kina sztuk walk (choćby klasy B) oglądnięty na zdartym, pirackim VHS.