Tymczasem w pracy

W takich aparatach USG brytyjska firma Voluson instalowała jako bonus grę Fantastic Voyage będącą portem spectrumowej produkcji z 1984 roku. Zapewne po to żeby w przerwie podczas dyżuru lekarz mógł się trochę odprężyć  Akurat w klimacie bo w grze trzeba było leczyć pacjenta zainfekowanego wirusami

Poza granicę możliwości

Lionheart, amigowe cudo. Gra w której oprawa urywała cyce – niesamowita ilość kolorów osiągnięta dzięki różnym programistycznym sztuczkom, paralaksa na kilku planach, tryby skalowani i obracania oraz płynniutka animacja. Do tego klimat czystego fantasy, bohater w odpowiedniej stylówce – włosy do pasa, ciasne gatki i kozaki pędzi ciągle w prawo ( i czasem do góry albo w dół ) albo leci na smoku plującym ognistymi kulami siekając po drodze kolejne zastępy potworów, a wszystko po to żeby odzyskać starożytny artefakt chroniący jego krainę. A przy okazji musi zdjąć klątwę ze swojej narzeczonej zaklętej w kamień. Grało się!

Pra-konwersja

To dziwne coś na zdjęciu to Tempest – jedna z pierwszych konwersji na komputery domowe z 1980 roku, która wylądowała na ZX81. Ponieważ ten prosty sprzęt był zdolny do wyświetlania grafiki tylko w trybie tekstowym to oczywiście gra nie przypominała oryginału. Wektorowe środowisko zostało zastąpione znakami graficznymi gdzie X, W i Z symbolizowały statki kosmiczne i trzeba było naprawdę silnej wyobraźni żeby dotrzeć w tym kosmiczną strzelaninę. W każdym razie szlak został przetarty.

Wóz Drzymały

Salon gier w tzw. Wozie Drzymały. W środku chłopaki „przechodzą kolejne ekrany” i pokonują  „szefów” wrzucając żetony w paszczę automatów. Młodsi bywalcy pytają czy „mogę patrzeć jak Pan gra?”, a co bardziej odważni „mogę Panu strzelać przyciskiem?”. Krewkie typy zwracają się bez pardonu „kopsnij blaszkę” i grożą „wychodzimy na solo?”, podczas gry szarpią całymi „budami” kiedy stracą kolejne życie albo pękają z dumy kiedy mają „wpis” na szczycie listy punktów ( najczęściej wymowny trzyliterowy – H.U.J. )

Fate of Atlantis w beta wersji

Pozostając jeszcze na moment w temacie Lucasarts. Trafiłem na znalezisko w postaci screenów z beta wersji Fate of Atlantis na których widać, że na pewnym etapie gra działała na czwartej wersji SCUMM, który obejmował stary układ komend ( tu widać 9, a wersja Alpha miała ich podobno jeszcze po staremu – 12 ) oraz spis przedmiotów w postaci tekstu, tak jak w The Secret of Monkey Island 1. Ostatecznie Indiana otrzymał piątą generację „silnika” skondensowanego do 9 poleceń oraz graficznej wersji ekwipunku

„Powrót” LucasFilm

Dziś gruchnęła wiadomość o tym, że Disney reaktywuje Lucasfilm Games czyli firmę która w latach 1982-1990 wydała min.obłędne przygodówki Maniac Mansion, Loom, The Last Crusade i oczywiście Monkey Island. A po 90 roku została przemianowana na LucasArts i dalej wypluwała na rynek soczyste point’n’click pokroju Fate of Atlantis, The Dig czy Grim Fandango. I właśnie wskazanie na „Lucasfilm” oraz to, że nowy zespół ma się zająć produkcją gier ze świata Star Wars może z dużą dozą prawdopodobieństwa oznaczać, że przykładowo nie powstanie remake przygód Indiany szukającego miasta Atlantydów na które osobiście czekam od lat. Pożyjemy, zobaczymy

Agent zmieszany i wstrząśnięty

GoldenEye wydane ostatecznie w 1997 roku był absolutną rewelacją, grą która pokochali nie tylko fani Bonda, ale i gracze na całym świecie. Gra świetnie balansowała rozgrywkę dzieląc ją między mocną dawkę strzelania, działanie z ukrycia, używanie filmowych gadżetów czy interakcję z innymi postaciami. Żaden następny tytuł z 007 nie osiągnął już takiego efektu „Wow !” [Czytaj dalej…]

Trening Indiany

Indiana Jones and the Last Crusade – wyborna przygodówka od Lucasarts. Gra dość wiernie podążała śladami kinowego odpowiednika chociaż w kilku miejscach pojawiły się konkretne rozbieżności. Akurat na początku był fragment z treningiem na sali gimnastycznej na uniwersytecie. W filmie tej sceny jak wiadomo zabrakło. Pojawiła się na jakimś etapie scenariusza ale ostatecznie jej nie zrealizowano bo nie w nosiła nic konkretnego do fabuły. A, że autorzy gry tworzyli swoją Ostatnią Krucjatę w trakcie kręcenia zdjęć i nie weryfikowali wszystkiego na bieżąco więc w komputerowej wersji Indiana mógł poćwiczyć lewy sierpowy co przydało się w dalszej rozgrywce gdzie trzeba było obić paru nazistów.

Dodatkowe materiały o giełdach

Ostatnio siedziałem i dłubałem przy montażu materiałów dodatkowych do naszego filmu o historii giełd komputerowych. Z niewykorzystanych materiałów powstała godzina niepublikowanych w „podstawce” wypowiedzi min. o pra-Januszach komputerowego handlu, giełdowych gazetkach i marnej jakości VHSach. Ponadto jest tam też zupełnie świeży wywiad o działalności pierwszej krakowskiej giełdy w „Karliku”