S.T.A.L.K.E.R.

Kiedyś to panie były kolekcjonerskie wydania! Tej „radioaktywnej edycji” STALKERa nie mogłem się doczekać podobnie jak samej gry. W metalowej puszce zamknięto kilka dobroci dla ducha i ciała. Płyta z grą, instrukcja, mapa zony, dziennik wyprawy do Czarnobyla, naklejki uzupełniono o napój energetyczny zwiększający statystki i cukierki robiące za tabletki antyradiacyjne. Prowiant mam nieodpieczętowany od 2007 roku, data ważności minęła już lata temu, ale na czarną godzinę się przyda

Niewidzialny

Ta mapa teatru działań z F-117 Stealth Fighter zrobiła się znowu jakby aktualna. Tyle, że w momencie premiery gry w 1991 Finlandia i Szwecja nie były jeszcze w NATO. Tutaj północną flankę trzyma Norwegia skąd robiliśmy wypady na teren agresywnego sąsiada. W programie wycieczki do wyboru bombardowanie fabryki czołgów, zniszczenie stacji radarowej albo demolka portu w Murmańsku. Za oknem kabiny wektorowe połacie rosyjskiej tajgi, ostrosłupy robiące za wzgórza i miasta składające się z kilku prostych brył. Tyle wystarczyło żeby poczuć się jak pilot niewidzialnego cudu amerykańskiej techniki lotniczej.

Składanka

Przynosząc do domu taką PCtową składankę musiałem przeanalizować w głowie ile z tych dobroci uciągnie mój 486DX2. Warcraft 2 i Allied General ruszyły bez problemu, Dark Forces jak pamiętam tez popylało na pełnych detalach. Crusader no Remose już lubił chrupnąć przy większej zadymie na ekranie. Symulatory Eurofighter i Flight Unlimited były już ponad możliwości procesora. Do tego pierwszego zalecano Pentium (!), a w drugi grałem w okienku o wielkości jak to się wówczas ładnie określało „znaczka pocztowego’ byle próbować dostrzec te fotorealistyczne krajobrazy.

Bitwa o Anglię

Zawsze miło przytulić nowego big boxa do kolekcji. Dzisiaj na półce pojawiło się Their Finest Hour, symulator lotniczy od Lucasfilm poruszający tematykę Bitwy o Anglię. Gra jest wprawdzie średniakiem w swojej kategorii, ale w tym wypadku liczy się zawartość oryginalnego wydania. W pudełku oprócz dyskietek 5.25 cala i zabezpieczenia antypirackiego w postaci kartonowego okręgu z ukrytymi kodami najwięcej miejsca zajmuje oczywiście instrukcja. Prawie 200 stron encyklopedii zmagań lotników nad Kanałem La Manche z mnóstwem zdjęć, diagramów, rysunków samolotów, rozpiską klawiszy kontrolnych i wskazówkami dla przyszłych wirtualnych pilotów. Coś czego dzisiaj w „cyfrze” już nie uświadczymy.

[Czytaj dalej…]

Red October

Zdjęcie zza kulis kręcenia „Polowania na Czerwony Październik”. Kapitan Marko Ramius i Jack Ryan trzymają pion w makiecie okrętu podwodnego. Spory ten model do praktycznych efektów. Przy okazji to mój numer jeden jeśli chodzi o filmy z Seanem Connerym (sorry Mr. Bond!). Raz do roku staram się zrobić sobie powtórkę i każdy seans przypomina mi jakie to jest dobre kino. Gdzieś w piwnicy mam nawet oryginał na VHS

20-lecie Retro Gamera

Z prawej strony pierwszy numer brytyjskiego Retro Gamera, z lewej najnowszy świętujący 20-lecie istnienia tego czasopisma (z numerem 257). Wokół nich niewielki fragment kompletnej kolekcji, którą trzymam w szafie pod kluczem. To obecnie jedyny miesięcznik po który biegam sprintem do Empiku jak tylko pojawi się nowy numer. Czuje się jak ten dzieciak wyczekujący na kolejne wydanie Top Secretu albo SSa . Retro Gamer niezmiennie serwuje potężną dawkę nostalgii, powrót do klasycznych gier i konsol/komputerów w przeglądach, historiach ich powstania, wywiadach i innych cudach z czasów niesłusznie minionych

Alone in the Dark – jak powstała gra?

Być może pierwszy Alone in the Dark wygląda dziś groteskowo ze swoimi tępo ociosanymi wielokątami, ale w momencie premiery powodował, że grzeczni chłopcy kryli się ze strachu pod kołdrą i jeśli grali to przy zapalonym świetle. W nowym tym Loadingu wrzuciłem na ruszt historię powstania klasycznego komputerowego horroru czyli Alone in the Dark.

Na misję!

„No jak to gdzie? W biurze!” Porządny symulator z początku lat 90-tych miał kilka „ekranów” bazy z pokojem dowódcy, salą odpraw, kantyną i kwaterami pilotów. W każdej z tych miejscówek dało się na coś kliknąć, a to wybierając misję, sprawdzając uzbrojenie albo przeglądając odznaczenia na klapie munduru. To szwędanie się po jednostce genialnie budowało całą militarną otoczkę jeszcze przed samym lotem. Na zdjęciu Gunship 2000

Sam w ciemności…

Lada moment będzie premiera nowej odsłony Alone in The Dark. Od pojawienia się pierwszej części dzielą ją prawie 32 lata. W branży elektronicznej rozrywki to wręcz całą wieczność. Pierwsze Alone zobaczyłem najpierw na giełdzie komputerowej odpalone na blaszaku z czarno białym monitorem co akurat tej „prezentacji” wyszło na dobre. W sam raz pasowało to do atmosfery grozy skrojonej na miarę nowego rozdania w branży gier komputerowych. Wirtualny horror wreszcie potrafił przestraszyć. Stara, opuszczona rezydencja położona gdzieś na mokradłach Luizjany po której poruszała się trójwymiarowa postać wąsatego detektywa na którego dybały kreatury wyciągnięte prosto z kart powieści Lovecrafta. Ciągłe uczucie niepokoju, dziwne odgłosy dobiegające gdzieś z dalszych części domu, specyficzne ujęcia kamery. To była istna petarda!

Robin

Krótko i na temat – opis gry wydrukowany na naklejce na dyskietce. Te kilka zdań często wystarczało żeby zorientować się czy warto u handlarza kupić gre czy może wertować flopy dalej w poszukiwaniu czegoś innego