Ponadczasowy

Half-Life 2 pomalutku puka do bram świata retro. Póki co można go traktować jako youngtimera. Gra, którą na premierę kupowałem w oryginale bo nie śmiałem brudzić sobie łap piratem. I było warto jak cholera bo to jeden z najważniejszych tytułów w historii. Szczególnie mocno utkwił mi w pamięci początek. Pierwsze kroki po ulicach City 17 , mijana stara zabudowa, a później odrapane blokowiska przypominały swojskie klimaty Europy Wschodniej. Poczucie zaszczucia w tym dystopijnym świecie potęgowała sącząca się z głośników posępna muzyka. To był jeden z tych momentów kiedy wydawało mi się, że w grach widziałem już „wszystko”, więcej dobrych wrażeń mi nie trzeba i można spokojnie umierać