Mapa z gry Dan Dare

Dan Dare. Jedna z moich ulubionych map z Bajtka. Zanim jeszcze miałem okazję zobaczyć grę w akcji to „przechodziłem” ją we własnej wyobraźni. Nawet do nie do końca wiedziałem jak to wszystko wygląda w ruchu bo rozmazany screen nie zdradzał za wiele. Studiowałem więc układ korytarzy, rozlokowanie dodatkowych zasobników z amunicją czy kluczy do otwierania zamkniętych przejść.

Na giełdach ten tytuł krążył opisany krótko w katalogu sprzedawców jako kolejna labiryntówka z kosmicznym komandosem. Dopiero opis z Bajtka przybliżył postać głównego bohatera, pułkownika Dana Dare, który wówczas był znaną popkulturową postacią w UK. W końcu wywodził się z tamtejszej serii komiksów ukazujących się od lat 60-tych. Trzeba przypomnieć, że bajtkowi redaktorzy zwykle wymyślali historyjki do gier na kolanie, bez ładu i składu, ale tutaj ktoś porządnie odrobił lekcję. Nawet wrzucono facjatę Dana oraz jego odwiecznego wroga Mekona. Tyle dobroci na dwóch stronach!

Star Tour

Brałem udział w tej przejażdżce Star Wars kiedy byłem w Eurodisneylandzie gdzieś w połowie lat 90-tych. Zapomniałem że całość nagrania na ekranie to nie było CGI tylko sceny oparte na modelach. Jako że ta atrakcja pojawiła się po raz pierwszy w parkach w USA w 87 roku to chyba były pierwsze nowe ujęcia jakie zrobiono dla SW po Powrocie Jedi

Barakowóz

Dawno temu w Polsce: Barakowóz skrywający przejście do lepszego świata elektronicznej rozrywki. W środku prawdopodobnie ustawione są mocno przechodzone budy automatów z mocnymi tytułami na które przepuszczaliśmy kieszonkowe. Oczami wyobraźni widzę tam Street Fighter 2, Alien vs Predator , Captain Commando, 1942, Sunset Riders i Asterixa. Same gry to nie wszystko bo przecież w takim miejscu dało się poczuć specyficzny klimat – powietrze gęste od dymu z papierosów, hektolitry wylanego potu przez graczy, wysokie ciśnienie towarzyszące przechodzeniu kolejnych etapów albo ewentualnie strachowi przed skrojeniem z drobnych. I gdzieś tam po lewej stronie ściśnięty na końcu „lokalu” za stalowymi drzwiami (z obowiązkowymi kratami w okienku podawczym) siedział sam szef sprzedający żetony. Taka kolorowa rzeczywistość zamknięta na kilkunastu metrach kwadratowych

Spacerownik po Lost Heaven

W świeżym odcinku Loading startuję z nową serię materiałów „Archigra”, która zabierze was na wirtualne spacery z żywym przewodnikiem podczas których zwiedzicie budynki i dzieła inżynierii budowlanej prosto ze świata elektronicznej rozrywki. W pierwszym materiale przechadzka ulicami Lost Heaven ze starej, dobrej Mafii.

Do przegrania

Wpadasz do kumpla amigowca żeby coś przegrać. I zaczyna się wertowanie dyskietek. Tu jakaś wyczekiwana nowość, tam crap, gdzie indziej gra która już dawno miałeś skopiować. Zwykle taka wizyta nie kończyła się szybko, w końcu X-Copy musiało się napracować. Miałem kolegę który tak uwielbiał History Line 1914-1918, że nie dawał tego przegrać nawet u niego na miejscu w obawie, że zepsują mu się dyskietki. A że było tego 7 flopów to trząsł się nad każdym nośnikiem.

Ustawa

Dziś (04.02.24) mija 30 lat od wprowadzenia znowelizowanej ustawy o prawie autorskim. Ówczesna prasa w swojej szklanej kuli wróżyła masowe zatrzymania giełdowych handlarzy, ich zejście do głębokiego podziemia i generalnie koniec pirackiego eldorado. A jak wyszło to wiemy. Była chwila strachu, a potem jeszcze długie lata giełdy funkcjonowały po staremu. Nadal większość oferowanego tam oprogramowania, filmów i muzyki była nielegalnie kopiowana na potęgę. Oczywiście pojawiały się jakieś pokazowe akcje policji, piraci nie czuli się już tak swobodnie, ale generalnie co tydzień dało się zdobyć świeże zaopatrzenie w dyskietki czy CDki. Za to najszybciej z handlu lewizną zrezygnowały wszelakie sklepy i studia komputerowe, które mogły się obawiać zakupów kontrolowanych, a co za tym idzie solidnej wpadki. A, że przed wejściem ustawy niemałą część ich obrotów stanowiły właśnie pirackie gry to już inna sprawa

Retro w retro

Incepcja. Magazyn retro opisuje gry retro. Pod koniec lat 90-tych Świat Gier Komputerowych zamieszczał rubrykę z recenzjami starych tytułów. Zwykle kończyło się to na wielkim narzekaniu, że  leciwe produkcje wypadają słabo i trudno się w nie wciągnąć. Nie było to nic odkrywczego bo wówczas świat pędził za coraz większą liczbą wielokątów więc gry mające choćby 6-7 lat na karku wyglądały marnie. Dopiero dziś można docenić ich historyczną wartość oraz wpływ na branżę