Obcy na automacie

„Nie pchać się! Każdy dostanie strzała!”. Alien vs Predator, ależ to były piękne momenty walki Predatorem z hordą obcych. I jeszcze można było siać zamęt aż w trzy osoby, chociaż tylko w oryginalnym automacie bo w naszych Wozach Drzymały przeważały uniwersalne budy z opcją dla dwóch graczy. W cenie żetonu dodatkowe atrakcje: wianuszek widzów za plecami, opary tytoniowego dymu i strach przed „skrojeniem” z kasy/żetonów.

Monster 3D

Test dopalacza 3Dfx w Secret Service. Nie da się ukryć, że akceleracja sprzętowa to była nielicha rewolucja. Gry dostawały konkretnego kopa w zakresie wyświetlanych fps-ów, ale   przede wszystkim chodziło tutaj o filtrowane tekstury z których zniknęły „kafle” widoczne na modelach otoczenia i postaciach. Lara od razu zyskała na atrakcyjności

Akcyjniaki na ZXa

Dwaj herosi porządnego kina akcji w dwóch grach na Spectrum. Nie da się ukryć, że w słabych. Ale obydwa wydania w dużych plastikowych opakowaniach mają tak klimatyczne okładki, że nie mogłem przejść obok nich obojętnie. Niech stoją na półce i cieszą oczy

Jacuzzi

Jesteś sobie tłumaczem i jednocześnie amatorskim lektorem. Aktualnie masz na warsztacie film „Trading places” czyli po naszemu „Załóżmy się o dolara”. Kiedy w filmie pada słowo „Jacuzzi” (co dla Polaka żyjącego w naszej szarej rzeczywistości lat 80-tych jest czymś abstrakcyjnym) nie za bardzo wiesz czy przetłumaczyć to jak leci czy może dodać coś od siebie? No i jeszcze tłumaczysz śmiech postaci bo czemu nie? Materiał zgrany z mojej wiekowej kasety

20 lat Playstation 2

Dzisiaj mija 20 lat od premiery Playstation 2. Z „Czarnulą” znamy się nie od dziś. Swój egzemplarz kupiłem na giełdzie komputerowej (Kraków-Balicka) od razu z przeróbką i pokaźnym zestawem gier. Przejście z PSXa na nową generację konsoli było dla mnie zupełnie naturalne. Nie trawiłem już grania na PC ze względu na konieczność ciągłej rozbudowy sprzętu. PS2 dawała mi w tej kwestii spokój. Do tego możliwość podłączenia do dużego telewizora (29 cali to było coś!), wygodę grania na padzie i ciągły dopływ fantastycznego softu. Kawał pięknej historii

PieC

Niezły ten stary blaszak (niestety nie mój). 3Dfx Voodoo 5500 AGP na pokładzie, monitor CTR prawdopodobnie 17 cali, ergonomiczna klawiatura, bezprzewodowa myszka, a przygrywa do tego Sound Blaster AWE64 podpięty do głośników stereo (kto pamięta te reklamy „120Watt PMPO!” ?)

Orientalne mordobicie

Warriors of Fate – chodzone mordobicie „ciągle w prawo”, ale w innym wydaniu niż typowi przedstawiciele tego gatunku. Zamiast miasta pełnego oprychów i degenaratów dostaliśmy orientalny klimat z chińskiej Epoki Trzech Królestw (około 230 rok n.e.) w którym za mięso armatnie robili żołnierze wyposażeni we włócznie, halabardy, miecze i inne ostre żelastwo. Jatka była konkretna bo na ekranie pojawiało się nawet 10 przeciwników na raz i od czasu do czasu ktoś chlapnął krwią na podłoże. Trochę żetonów na to przepuściłem. Wprawdzie Warriors of Fate dostało konwersje na ZX/C64 (jako Dynasty Wars), ale marnie wykonane nie dawało tej frajdy co oryginał.

Waldico

W składankach od „Waldico” chyba najbardziej popularnych w Polsce było przeważnie tak, że na dziesięć gier jedna lub dwie były naprawdę dobre, a resztę miejsca na kasecie zajmowały średniaki i szmiry nie warte wczytywania. Brało się więc zestaw „Labiryntowe” gdzie fajny był Tusker, Monty Mole i Ranarama, a pozostałe gry szły na odstrzał. Albo „Sportowe” – tutaj z listy do zagrania był Leaderboard Golf i Match Point, a pozostałe to dawno przemielone starocie. Tak samo z nowościami, które od 92 roku płynęły już mniejszym strumieniem więc oprócz pojedynczych świeżych gier na kasecie lądowały produkcje kilkuletnie.

Gumiak w papierze

Zbieranie brytyjskich czasopism poświęconych ZX Spectrum zaczęło się u mnie od kupna dwóch numerów na próbę. Potem jakoś tak samo się namnożyło na półce. Na stanie mam już ponad 60 numerów Crash’a, Your Sinclair i Sinclair User. Chociaż te wszystkie miesięczniki mam od dawna w pdf’ach to jednak zapach papieru i możliwość kartkowania fizycznych egzemplarzy robi swoje

[Czytaj dalej…]

„Czerwony pięć” na Gamecube

Rogue Leader to jeszcze nie pełne retro, a raczej youngtimer. Kiedy gra pojawiła się w 2001 roku na Gamecube miała co pokazać – obłędnie płynna animacja kiedy X-Wing śmigał tuż nad powierzchnią Gwiazdy Śmierci czy pompujące adrenalinę przeloty pod brzuchami maszyn AT-AT powodowały autentyczny opad szczęki. Do tego poczucie uczestnictwa w kosmicznym spektaklu podczas którego wokół gracza toczyły się starcia wielu jednostek. Czarną pustkę kosmosu przecinały wstęgi laserowych wystrzałów, wielkie krążowniki eksplodowały trawiąc ekran morzem ognia, a z głośników dobiegały okrzyki skrzydłowych. Traktowałem to jak deser po serii X-Wing i TIE Fighter ogrywanej kilka lat wcześniej. Poezja