Karta

Moja stara karta członkowska do sieci wypożyczalni Beverly Hills Video. Pamiętam te wydawałoby się nieskończone rzędy pólek wypełnione hitami na wzór amerykańskiego Blockbustera. W mojej okolicy ostatni punkt zniknął w okolicach 2012 roku i pod koniec żywota przypominał bardziej market spożywczy niż świątynię z filmami.

Amiga zwalnia tempo

Na Amidze dobrze się grało w przygodówki do momentu kiedy PCty zabrały dla siebie na tyle dużo rynku, że były traktowane przez wydawców jako platformy priorytetowe dla nowych produkcji. Już w 1991 roku dało się zauważyć lepszą jakość i szybkość działania tych samych gier w porównaniu Amiga-PC. Na blaszaku przygodówki chodziły płynniej, grafika cieszyła oczy w 256 kolorach VGA i odpadało wachlowanie wieloma dyskami bo dane były trzymane na twardzielu. Szczególnie mocno dało się to odczuć w tytułach od Sierry albo Lucasartsu. Niektóre z ich tytułów wyglądały na Przyjaciółce paskudnie i wczytywały się koszmarnie długo zmuszając do ciągłych zmian dyskietek. Na obrazku Space Quest IV w którym na Amidze zobaczyłem tylko kilka początkowych scen bo im dalej tym bardziej odechciewało się grać. Jednocześnie z zazdrością oglądałem kolorowe PCtowe screeny w czasopismach, a swoje wojaże z Rogerem Wilco zaliczyłem na spokojnie dopiero kiedy dostałem własnego blaszaka.

Upadłe 8-bitowce

Dwa porządne i cholernie drogie jak na polskie realia lat 80-tych komputery. ZX Spectrum 128 +3 oraz Amstrad (tu Schneider) 6128. Oba z wbudowanymi stacjami dysków więc pozwalające na dużo bardziej komfortową pracę niż modele z magnetofonem. Żaden nie zdobył niestety większej popularności. ZX pojawił się za późno, w momencie kiedy ludzie patrzyli już w kierunku 16-bitowców. Amstrada sprzedawano w zestawie z monitorem co automatycznie windowało cenę i ograniczało krąg zainteresowanych. U nas na taki sprzęt mogły sobie pozwolić dzieci obrotnych prywaciarzy handlujących tureckimi swetrami. 😉 Gry były te same co na wcześniejszych modelach więc trudno było zaszpanować czymś przed kolegami. Tytuły wydawane tylko na dyskietkach stanowiły margines. Szkoda zmarnowanego potencjału, przynajmniej dzisiaj obydwie maszyny prezentują się naprawdę okazale

Atari_Fan

Atarowcy mogą się czuć dopieszczeni. Nasze rodzime pismo Atari_Fan doczekało się wydania po angielsku. Redakcja rozpoczyna marsz na zachód serwując w pierwszym numerze kilka przetłumaczonych tekstów ze starszych numerów oraz zupełnie nowe artykuły stworzone na potrzeby tego wydania. W środku sporo o sprawach technicznych, rozszerzeniach do wszelakich Atari, trochę gier i wywiadów. Nie da się ukryć, że zawartość jest przeznaczona przede wszystkim dla osób siedzących mocno w temacie starych sprzętów. Laicy mogą się pogubić, ale profesjonaliści będą zadowoleni. Atari_Fan jest inicjatywą fanowską, przygotowaną przez ludzi którzy zjedli zęby na atarynkach. Oby więcej takich dobroci trafiało na rynek. Dotychczasowe numery pisma kupicie pod adresem http://atarifan.pl/

[Czytaj dalej…]

Kosmiczny kupiec

Privateer – czyli jak zostać galaktycznym Januszem biznesu 😅 A tak serio to miałem kiedyś mocne parcie żeby skończyć tą grę. Wcześniej sporo grałem w „kosmiczne handlówki” – Elite i Frontier, ale straciłem do nich cierpliwość bo rozgrywka nigdy się nie kończyła, a nawet jeśli to nie miałem zdrowia grać kilka lat żeby dotrzeć do finału. Tymczasem w Privateer oprócz tego, że przede wszystkim handlowało się towarami to dostaliśmy niezłą fabułę, cut-scenki no i oczywiście świetną grafikę wzorowaną na Wing Commanderach (z tej samej firmy Origin). I tak latałem tu i tam, opędzałem się od kosmicznych piratów, szukałem dobrych przebitek cenowych, a w międzyczasie pchałem historię do przodu. Tego tytułu nigdy nie skończyłem bo pokonała mnie jedna z misji typu „nacieraj na przeważające siły wroga”. W międzyczasie przyszły nowe gry, chęci gdzieś uleciały więc do dziś Privateer i Ja mamy niedokończone porachunki

PS2

Kiedyś dla wielu to był swoisty rytuał. Kupowało się nowy numer PSX Extreme (albo Neo Plus) kiedy tylko zawitał do kiosku Ruchu, robiło się spis gier na podstawie recenzji, a w weekend leciało się na giełdę po świeże tłoki, które później lądowały w paszczy PS2.

Multiload na Atari XL

Gauntlet – jedna z nielicznych znanych mi gier na małe Atari nagrana w systemie multiload. Ponieważ program byłza duży żeby wczytać się do pamięci za jednym podejściem więc każdy etap był wgrywany osobno. Gracz 5 minut, przechodzisz do kolejnego levelu i pyk „proszę wczytać dalszą część”. Giniesz gdzieś dalej w grze i cyk „Przewiń kasetę do początku i wgraj grę”. Tym sposobem pół wieczoru schodziło na obserwowaniu licznika w magnetofonie. No i Gauntlet zajmował obydwie strony kasety co zwykle dało się spożytkować na kilka innych solidnych tytułów