Tomahawk

Kiedy chciałem się poczuć jak Maverick z Top Gun odpalałem na swoim Atari Fighter Pilot. A co w przypadku szukania mocnych wrażeń po Błękitnym Gromie? W magnetofonie lądowała kaseta z Tomahawk, najlepszym z symulatorów śmigłowców dostępnych na mojego 8-bitowca (Ok, wyszły ze trzy takie gry więc wielkiego wyboru nie było). Ten tytuł to była mocna rzecz! Latało się nie byle czym bo Apachem w pełnym trójwymiarowym środowisku. Wprawdzie złożonym z niewypełnianych wektorowych brył, ale co tam. Każdy pojazd można było obejrzeć z dowolnej strony, a góry majaczące na horyzoncie to nie był tylko płaski obrazek. Dało się do nich dolecieć i lawirować między szczytami. Kij, że wówczas animacja mocno klatkowała. Biorąc ostre nawroty, balansowałem całym ciałem takie były emocje! Tomahawk jako „rasowy” atarowski symulator wymagał zapoznania się z instrukcją obsługi i klawiszami sterującymi. Tu z pomocą nadlatywał opis wydany przez zakopiańskie Tatrasoft, który o dziwo nie był typowym zlepkiem banalnych wywodów jego autora, tylko rzeczywiście przedstawiał zasady działania gry. Wtedy tytuł znakomity, dziś niestety nie grywalny.

Zmierzch przygodówek

Full Throttle – genialna przygodówka Lucasarts z czasów kiedy ten gatunek zaczynał wymierać. Klasyczne, ręcznie rysowane światy 2D były wypychane przez rozpychającą się w branży trójwymiarową grafikę. Świat zaczął pęd ku teksturom i akceleratorom 3D więc na sentymenty nie było miejsca. Dopiero teraz, po latach widać jak takie tytuły jak FT potrafią wciąż zachwycić, a gry 3D z połolwy lat 90-tych straszą kanciastymi bryłami i ogólnymi uproszczeniami.

Zadyma na dzielni

The Punisher – żetony same wyskakiwały z kieszeni prosto do wrzutnika w lokalnym „salonie gier”. Rasowa bijatyka bez pardonu w której Frank Castle i Nick Fury palili fajki, lali po gębach przeciwników albo częstowali ich ołowiem lub nawet przypiekali miotaczem ognia. Gra z czasów kiedy tytuły na automatach wciąż wyglądały lepiej niż ich odpowiedniki na domowych komputerach/konsolach. Zawsze musiały być jakieś kompromisy: mniejsze postacie, pocięta animacja, ograniczona liczba gości na ekranie. Taki Punisher trafił na Mega Drive, ale nie grało się w niego tak dobrze jak w wersję oryginalną. Kasę z kupna kartridża lepiej było przepuścić w wozie Drzymały

Sikret z płytką

Pierwszy Cover CD jaki zagościł w polskiej prasie to ten który został dołączony do Secret Service w grudniu’95. Na zachodzie mieli już taki cuda choćby w PC Gamerze, ale u nas jedyne na co można było liczyć to zwykły cover dysk z jednym lub dwoma demami. Tymczasem tutaj było już na bogato. Płytkę wypchano po brzegi wersjami demonstracyjnymi, filmami z gier, biblioteką screenów i tekstami. Pół roku później w SS zagościł już regularny Cover CD, a z czasem nawet dwa. Trochę to przypominało wyścig zbrojeń kiedy redakcje różnych pism prześcigały się kto upcha więcej ciekawej zawartości na płytkach, łącznie z pełnymi wersjami gier.

Barbarzyńca

Nadrabiam stare komiksy z Conanem wydawane przez Marvela cztery dekady temu. Polskie edycje z lat 90-tych (TM-Semic) jakoś mnie ominęły więc wchodzę w temat na świeżo. Wówczas Conana znałem oczywiście z filmów, książek i gier z serii Barbarian. Te ostatnie wprawdzie nie były bezpośrednią adaptacją, ale wiadomo że człowiek wyobrażał sobie, że wskakuje w gacie cymeryjskiego wojownika i odcina łby oponentom ratując skąpo odziane niewiasty

Work in progress…

Dziś fotka z warsztatu 😉 Każdy Loadingowy odcinek z gatunku „Jak powstała gra” lub „Historia serii” zaczynam od porządnej rozpiski tego co powinno się znaleźć w materiale. To pomaga mi uporządkować myśli i pomysły. I w moim przypadku koniecznie musi być to na początku przelane odręcznie na papier, a dopiero później wklepane do Worda. W tej chwili powstaje scenariusz do serii Quest for Glory, który w formie dużego odcinka pojawi się „gdzieś w 2022”

Top Secret – pierwszy numer okiem gracza

Pewnego deszczowego dnia w październiku A.D. 1990 w kioskach Ruchu pojawił się On! Pierwszy numer tak wyczekiwanego czasopisma tylko dla graczy. Top Secret stał się ciałem, dość chudym bo na 36 stron i na marnym papierze (ale jednak był!) i odmienił życie miłośników elektronicznej rozrywki w naszym kraju. Zapraszam na materiał w którym robię przegląd premierowego numery TSa

Mortal pod choinką

Mortal Kombat 3. Dla mnie ostatni tytuł z tej zasłużonej w który nałogowo grałem. Ciosów postaci uczyłem się na pamięć ze szkoły przetrwania Gulasha z Secret Service, który barwnie opisywał zasady gry – „Blisko oznacza ryj w ryj z kiwającym się przeciwnikiem”. MK3 to też moja ulubiona gra Świąteczna. Kiedy wówczas przyjeżdżali kuzyni z wizytą to tłukliśmy się na ekranie do nieprzytomności ,kończąc pojedynki miłosiernym Friendship. Żaden inny tytuł, nawet najnowszy FPS z wystrzałową grafiką nie miał szans na zyskanie naszej uwagi kiedy smoczy turniej czekał na swoich zawodników

Top Secret, numer drugi

31 lat temu czyli w Grudniu 1990 ukazał się drugi numer Top Secret. Wreszcie można było powiedzieć, że coś się ruszyło w temacie wydawania pisma tylko dla graczy. Po latach posuchy, czytając cztery strony o grach w Bajtku i jedną, dwie w Komputerze można było poczuć powiew zachodu. W owym numerze szczególną uwagę zwracały uwagę dwie gry. Najpierw opis do Defender of the Crown, który nawet mając pięć lat na karku (rocznik 1986) wyglądał jak ósmy cud świata. Ja atarowiec z byle magnetofonem (chociaż już z Turbo!) marzyłem o takim tytule i z zazdrością patrzyłem na screeny podpisane „Commodore”. Drugi tytuł to Infiltrator, który wywoływał szybsze bicie serca za sprawą screenu na którym było widać kokpit śmigłowca z dłońmi trzymającymi stery. Istny kosmos! I to jeszcze było na Atari, chociaż w moim przypadku w źle przyciętej kasetowej wersji w której nie dało się wczytać dalszych etapów. Ale sam lot w takiej grafice robił tutaj robotę. Obydwie gry sprawiłem sobie w czasach nowożytnych w ramach pogoni za nostalgią.

Co do Top Secretu to jakiś czas temu firma Retronics wydała reedycję pierwszych numerów (w tej chwili pracują nad nr. 5 i 6) i wyszło im to naprawdę super. Lepszy papier niż w oryginale, poprawione błędy w tekstach i porządne screeny. Akurat w sam raz na podmiankę do moich starych wymiętych egzemplarzy. Polecam jak diabli!

[Czytaj dalej…]