Planszówka od Encore

„Labirynt Śmierci” – gra planszowa (chociaż nie tak do końca) wydana w Polsce w ’84 roku przez firmę Encore na podstawie amerykańskiego oryginału „Citadel of Blood” tyle, że bez żadnych praw licencyjnych. Swój egzemplarz dostałem jak miałem z 10 lat i ni w ząb nie rozumiałem o co w grze chodzi. Pojedynki z potworami, statystki bohaterów, magiczne zaklęcia, punkty doświadczenia; pogubiłem się na pierwszych stronach instrukcji. Próbowaliśmy z kolegami rozpracować zasady, ale próg wejścia był tak wysoki, że szybko daliśmy sobie spokój. Dopiero lata później kiedy zacząłem grać w papierowe RPGi załapałem co autorzy „Labiryntu” mieli na myśli. Grę dawno temu wymieniłem na dyskietki do Amigi i dzisiaj przypadkiem trafiłem na niekompletne wydanie na targu staroci. W stosie książek leżała sama instrukcja niestety bez potrzebnych do zabawy żetonów. Ale za parę złotych kupiłem bo dobre i to. Warto dla samej grafiki na okładce

[Czytaj dalej…]

The Mandalorian

Jak tam Mandalorian? Oglądacie w 4K z Dolby Atmos? Ja dorwałem wersję na VHS, obraz jak z giełdowej kopii i tylko w stereo. Jedyny taki egzemplarz w galaktyce stoi teraz u mnie na półce… Swoją drogą rewelacyjny serial!

Klub video

Ciekawe znalezisko kolegów z VHS Hell więc podaję za nimi – Kaseta z krakowskiego klubu video. Zanim w Polsce wypożyczalnie kaset video pojawiły się na niemal każdym osiedlu, filmy na taśmach można było zdobyć właśnie w tego typu klubach. Zasady były bardzo różne. Na ogół w ramach wpisowego przynosiło się czystą kasetę, a filmy wymieniało się bezgotówkowo. Oczywiście nigdy nie było 100% pewności, że tytuły z naklejki będą zgadzać się z zawartością.

Driver

Driver. Pierwsza gra w której robiąc ostry nawrót można było zgubić kołpak, a amerykański krążownik szos elegancko bujał się na zakrętach. A ile frajdy było w ucieczkach przed gliniarzami przez ciasne zaułki połączonych z obowiązkowym rozwalaniem skrzynek i znaków. I to wszystko ubrane w rozjeżdżające się tekstury w wersji na Playstation

Saturn

Sega Satrun. Ta reklama konsoli kusiła mnie podobnie jak recenzje gier drukowane w Secret Service. Biblioteka tytułów w sam raz trafiała w moje gusta – Virtua Fighter 2, Virtua Cop, Sega Rally, Panzer Dragon to były prawdziwe killery i na blaszaku brakowało mi takich produkcji. Byłem na kupnie, ale z drugiej strony było Playstation z innymi hitami: Ridge Racer, Tekken, Final Fantasy 7. No i miało ta przewagę, że dało się przerobić konsolę tak żeby czytała „kopie zapasowe”. Wtedy dla mnie rzecz nieoceniona, która dawała w perspektywie nie tylko tanie grania, ale też dostęp do tytułów z Japonii i USA. I Sony u mnie wygrało

Punisher

Były takie znakomite gry jak Punisher w które nie dało się zagrać w domu na Amidze albo blaszaku. Trzeba było albo mieć konsolę albo ruszyć się do lokalnego „salonu arcade” i przegrać trochę kieszonkowego próbując swoich sił na automacie. Jatka była konkretna szczególnie kiedy Punisher i Nick Fury sięgali po swoje gnaty i robili sieczkę w szeregach wroga. Szanowałem nawet bardziej niź Cadillacs’n’Dionosaurs

Wrota Baldura, remaster

Bardzo udany remaster znakomitej serii Baldur’s Gate tym razem w wydaniu konsolowym. Znowu będzie okazja powłóczyć się po podziemiach, szukać guza w opuszczonych twierdzach, tłuc całe zastępy potworów i ratować niegrzeczne damy z opresji (nie, to jednak nie ta bajka). Szkoda tylko, że spolszczenie obejmuje jedynie napisy już bez głosu choćby niezapomnianego Piotra Fronczewskiego.

Kosmiczne bitwy

Dwa historyczne tytuły ze świata Star Wars: X-Wing i TIE Fighter. Na ten pierwszy kiedyś czekałem aż wyjdzie na Amidze, w końcu na blaszaku nie miał jakiś wygórowanych wymagań i ruszał nawet na AT. Ponadto liczyłem, że skoro na Przyjaciółkę wydali Wing Commandera to czemu nie X-Winga? No ale się nie doczekałem. Jeździłem więc do biura do taty pograć w weekendy na „potężnym” 386DX z pożyczonym joystickiem ze słynnymi suwakami do kalibrowania osi X i Y (na klawiaturze w zasadzie grać się nie dało). Później całość nadrobiłem już na własnym PCcie i to przy soczystych dźwiękach z Sound Blastera. W TIE Fightera wsiąkłem jeszcze bardziej wyciskając ostatnie soki czyli kompletując absolutnie wszystkie możliwe dodatkowe misje. Czekam na remastery 😉