Operacja Wilk

Operation Wolf –  gra po stokroć genialna . Dla mnie naczelny „celowniczek” tamtej epoki, pierwszy tytuł w jaki grałem na swojej świeżo zakupionej Amidze chociaż prawdziwe wrażenia zapewniał dopiero oryginalny automat z repliką UZI połączoną z systemem force feedback.  Fabuła niczym w porządnym akcyjniaku z gatunku „Zaginiony w akcji” –   samotny komandos działający poza linią wroga, wylewający  się z lewa i prawa żołnierze prujący z CKMów, eksplodujące wiązki granatów, i nadlatujące z hukiem helikoptery . Gra doceniona przez polskich graczy trzy razy z rzędu wylądowała na pierwszym miejscu w bajtkowej liście przebojów ustanawiając rekord którego nie pobił żaden inny tytuł. Zresztą redakcja sama podsycała nastroje pisząc  „Palec nie schodzi ze spustu po całym dniu szkoły”. A w Top Secrecie napisali, że bazowała na prawdziwych wydarzeniach z wojny w Wietnamie i choć wtedy nikt nie potrafił tego zweryfikować to i tak działało to na wyobraźnię dodając +10 do prestiżu Operacji Wilk.

To Ja jestem Prawem!

Gdyby film Sędzia Dreed z 1995 roku pojawił się w kinach trochę wcześniej to z dużą dozą prawdopodobieństwa Ocean zaadaptowałyby go na grę komputerową. Tymczasem już z końcem lat 80-tych postać bezkompromisowego stróża prawa z komiksów A.D.2000 próbowały przenieść na komputery dwie firmy. Najpierw Andormeda Software pracowało nad swoją 8-bitowa odsłoną w stylu „celowniczka” a’la Operation Wolf z akcją osadzoną w mrocznych dzielnicach Mega City One. [Czytaj dalej…]

Misja: Niewykonalna

Najstarszy i najmłodszy nośnik z filmowym Mission:Impossible. Cała znakomita jak dla mnie seria z Tomkiem ma swoje korzenie w serialu, a w zasadzie w jego dwóch odsłonach. Ta młodsza to dwa sezony z końca lat 80-tych, które u nas leciały na Polsacie i szału nie zrobiły chociaż wspominam je całkiem dobrze. Jakiś czas temu powtórzyłem sobie kilka odcinków i nawet dają radę jeśli wyłączy się znieczulicę na absurdy. W końcu w tym świecie każdy radziecki żołnierz mówi płynnie po angielsku, agent zakładając maskę zyskuje jednocześnie wzrost i wagę „udawanej” osoby, a po tajnych laboratoriach dyktatorów personel chodzi w kapciach.

Starsza wersja serialu to już cięższy kaliber. Siedem sezonów z przełomu lat 60/70-tych jest dzisiaj trudnych do przełknięcia. Kupiłem kiedyś pierwszy sezon i nie dałem rady przebrnąć przez całość. W zasadzie wszystko od fabuły kolejnych odcinków, przez scenografię po dialogi wieje sandałem. Jednak niektóre rzeczy wydają się być nie do nadrobienia po latach

PC chce swojego Tekkena

Kiedyś PC-towcy też chcieli mieć swoje bijatyki 3D jak Virtua Fighter albo Tekken. No więc w ’95 wyszedł FX Fighter i cieszyłem się jak dziecko dopóki nie odpaliłem tego w domu. Na początku było standardowe szarpanie się z konfiguracją grafiki żeby wyciągnąć z 15 fpsów, a później rozczarowania miałkością gry. Nijak nie chciało to być dobre jak gry z PSXa czy Saturna, do tego na sterowanie na klawiaturze to była prawdziwa zadra w tyłku. Jak dla mnie zdecydowanie nieudany eksperyment

Niewydany Street Fighter 2

Cała historia znakomitej bijatyki od Capcom nie wydanej nigdy oficjalnie dla posiadaczy CPC rozpoczęła się od krótkiej acz elektryzującej notki w czasopiśmie Amstrad Action z września’92. Zapowiedziano wtedy, że SF II pojawi się na Amstradzie w najbliższe Święta i… w zasadzie tyle. Żadnych screenów ani dokładniejszych informacji o samej konwersji z maszyny arcade. Można było to uznać za plotkę, ale w końcu Amstrad Action był szanowanym miesięcznikiem więc czytelnicy mogli brać to za dobra monetę. [Czytaj dalej…]

Crash, edycja 2019

Dotarł do mnie spóźniony prezent świąteczny w postaci nowego numeru Crasha. To już drugie z kolei okolicznościowe wznowienie kultowego brytyjskiego czasopisma dla Spectrumowców mające przy okazji nr. 100. W środku znowu dużo się dzieje: recenzje nowych gier, materiały zza kulis tworzenia Crasha w latach 80-tych, mapy, sporo o nowym modelu ZXa – „Next” . Jakość wydania, papier, oprawa to poezja. Szkoda czytać żeby nie zniszczyć 😉 [Czytaj dalej…]

Lamerski kowboj

Freddy Pharkas: Frontier Pharmacist pozwalał nam wskoczyć w buty i kapelusz rasowego 16-bitowego kowboja. No prawie bo jak dowiadujemy się z intra bohater wplątał się w porachunki z groźnym bandziorem i ledwo uchodząc z życiem musi ukrywać się w podrzędnej mieścinie pracując jako… farmaceuta. Początek gry nie nastrajał optymistycznie. [Czytaj dalej…]