Salony gier nad morzem

Kiedyś na wakacjach obowiązkowym punktem programu było odwiedzenie lokalnego salonu gier w którym tłukło się w czystej krwi zręcznościówki. Najlepiej z kumplami z kolonii gdzie w grę wchodziło wspólne przechodzenie Cadillacs and Dinosaurs, mini turnieje w Street Fighter 2 albo rozpracowanie w tandemie dowolnej strzelanki gdzie jeden kieruje samolotem a drugi przyciskami pruje z działek i zrzuca bomby. Dzisiaj takie miejscówki zupełnie się zmieniły. Chyba nad morzem/w górach nie ma już lokalów ze starymi automatami. To co znalazłem na urlopie to kilka przybytków w których powtarzały się gry z gatunku „naparzamy celownikiem po ekranie” albo jakieś wyścigi z grafiką rodem z PS3. Jak dla mnie zero emocji. Klimatu z lat 90-tych nie da się podrobić – nikt nie kroi z żetonów, nie ma wianuszka obserwatorów patrzących „jak grasz”, nikt nie udziela rad jak przejść bossa, a lokal nie jest przesiąknięty dymem z papierosów 

Młody biznesmen

W młodości próbowałem razem z kolegą rozkręcić „biznes” komputerowy. Jako że znowelizowana ustawa o ochronie praw autorskich w kontekście oprogramowania jeszcze nie weszła w życie to pomysł było oczywisty – otwieramy osiedlowe studio komputerowe gdzie za drobną opłatą nagrywamy gry na małe Atari i Amigę.

[Czytaj dalej…]

Ten jeden etap

Infiltrator – duża gra na małe Atari. Duża bo nie mieściła się w jednym ładowaniu z taśmy więc oficjalnie wyszła tylko wersja dyskietkowa (chociaż C64/ZX miały swoje kasetowe porty gdzie etapy dogrywały się po kolei). W Polsce sprytni piraci próbowali przyciąć grę tak żeby można było ją sprzedawać na taśmie. Wyszło tak, że działał tylko pierwszy etap… Ale do cholery jak on wyglądał! Misja zaczynała się za sterami super śmigłowca bojowego, którym nasz agent musiał dotrzeć do bazy nieprzyjaciela. Zadanie niby tajne ale można było zrobić dużo hałasu odpalając po drodze rakiety do wrogich celów. Grafika ryła beret bo w której innej 8-bitowej grze widać było tak precyzyjnie wykonaną kabinę z rękami pilota trzymającymi wolant? Na dodatek w tle rozpościerał się elegancko narysowany krajobraz z górskimi szczytami na horyzoncie.  Dla podkręcenia klimatu można było sobie zaserwować jakiś odcinek Airwolfa i tyle wystarczyło do dobrej zabawy.

Doom na „gołą” Amigę 500

Jednym z głównych powodów dlaczego w 1994 roku przesiadłem się z Amigi na PC była chęć ogrywania coraz to nowszych FPSów. To była wiodąca platforma dla tego gatunku. W moje ręce wpadały kolejne tytuły – Doom II, Dark Forces, Duke Nukem 3D, Hexen. Przy okazji czytając recenzje w prasie  obserwowałem co dzieje się w tym temacie na rynku amigowym. A tam pojawiały się coraz to nowe „klony Dooma” – Alien Breed 3D, Breathless, Death Mask, Cytadela. Dla mnie był to krzyk rozpaczy i próba zaklinania rzeczywistości bo te gry nie miały szans dogonić ciągle postępującej ewolucji gatunku na blaszakach. Amiga po prostu nie nadawała się do takich produkcji. „Gołe” wersje A1200 nie miały wystarczająco dużo mocy pod maską żeby zapewnić płynność rozgrywki. Trzeba było inwestować w różne dopalacze żeby komputer był w stanie pociągnąć płynną animację na ekranie większym niż ten o wielkości znaczka pocztowego. Ale wreszcie jeden facet robi konwersję Dooma, która działa na zwykłej A500. Po prawie 27 latach od premiery tej gry okazało się, że jednak się da… Na giełdzie to będzie hit! Szykujcie dyskietki

Historia Dan’a Dare

Dan Dare, prawdopodobnie najbardziej popularny brytyjski bohater komiksów, etatowy obrońca galaktyki przed kosmicznymi szumowinami. Zadebiutował na łamach miesięcznika Eagle w 1954 roku i do dziś jego przygody śledzi kolejne pokolenie brytyjczyków. Postać była w Polsce kompletnie nieznana. Dotarła za to do nas gra, a nawet cała trylogia na 8-bitowce, ale raczej nikt nie zdawał sobie sprawy z jak ważną personą mieliśmy do czynienia. Przed wami historia komputerowego uniwersum Dana Dare

Rzeź na Amidze

Wojna w pikselach.  Cannon Fodder – tytuł który powstał jako eksperyment  z tym co ciekawego można zrobić z postaciami z Sensible Soccer. Na ekranie działo się intensywnie, widowiskowo i krwawo. Amiga była wręcz stworzona do takich produkcji

Lucky Luke

Takie wykopalisko z czeluści piwnicy. Komiksy z Lucky Luke zbierane przez mojego tatę, które w latach 60-tych były drukowane w odcinkach w harcerskiej gazecie „Na przełaj”. Co tydzień wycinał jedną stronę i wklejał do brulionu. I tak powstały dwa grube na 120 stron każdy zeszyty mocnej nostalgii. Tematyka nic się nie zestarzała, a tłumaczenie jest naprawdę dobre. Skarb do zachowania dla potomnych 

[Czytaj dalej…]

Skarbiec Loading

Retransmisja wtorkowego odcinka na żywo dla tych którzy przegapili albo nie mogli oglądać bo grali na Atari. Było bardzo fajnie. Mnie udało się pokazać kilka fantów jak oryginalne wydania gier, kasety VHS oraz książki i czasopisma o grach .

Spod hali targowej

Dzisiaj na targu staroci poczułem się jak na giełdzie komputerowej za starych czasów. Zupełnie niespodziewanie trafił mi się duży zestaw kaset z grami na C64/Atari. Niestety to żandne nowości, ale od biedy ujdą.  Do tego VHS z eleganckimi podpisami robionymi na maszynie do pisania. Na kasecie Żelazny, o przepraszam Stalowy Orzeł. Nieznany mi lektor + tajskie napisy. Jest też tani sensacyjniak Giganci Walki 2 – tu amatorski lektor nałożony na niemiecki dubbing. Wszystko ocalone od recykling

[Czytaj dalej…]