Szpiedzy

Najpierw próba wykradzenia tajnych dokumentów z ambasady, później misja na tropikalnej wyspie i wreszcie szwędanie się po skutej lodem Arktyce połączone z bitwą na śnieżki. W rolach głównych dwóch odwiecznie rywalizujących ze sobą szpiegów – Biały i Czarny. Seria Spy vs Spy to przede wszystkim niesamowita rozgrywka na dwóch graczy na podzielonym ekranie próbujących sobie nawzajem przeszkadzać w wykonaniu zadania. Finał trzeciej części w której można było zobaczyć start rakiety zwiastował nadejście pojedynku szpiegów w kosmosie. Niestety taka gra nigdy nie powstała co nie przeszkadzało naszym rodzimym piratom naginać rzeczywistość i umieszczać Spy vs Spy 4 na kasetowych składankach. Sam mam taką „wersję” na C64, której za cholerę nie da się wczytać.

Inne ujęcie

Fajnie popatrzeć jak po latach wypływają różne materiały dotyczące starych tytułów. Tutaj niewykorzystane ujęcie z początkowej sceny Secret of the Monkey Island (góra) oraz wersja która ostatecznie trafiła do gry (dół). Dla przeciętnego gracza być może to nic nieznaczący drobiazg. Ale fana przygodówek nostalgia chwyci za serducho

Mały, ale wariat

Komputer Timex 2048 może nie wyglądał zbyt okazale stojąc przy maszynach typu C64 albo Atari 65XE, ale wciąż zapewniał sporo frajdy. Programowo zgodny z ZX Spectrum dawał dostęp do przepotężnej biblioteki gier. A jak ktoś miał do kompletu stację FDD3000 wielkości dwóch cegieł (i podobnej wadze) to miał na czym zarywać nocki.

Jak powstał Strike Commander

Strike Commander – gra przy której zadyszki dostawała większość PCtów. Świetna oprawa z teksturami pokrywającymi samoloty i ziemię; miasta które wyglądały jak wielkie metropolie, a nie zlepek kilku brył czy choćby możliwość swobodnego rozglądania się po kabinie powodowały, że był to jeden z tych tytułów, które z miejsca stawiały konkurencję w szeregu. Ale żeby SC mógł powstać musiało upłynąć wiele łez i potu ludzi z Origin. Tworzenie bullshotów na potrzeby prezentacji na targach, wielomiesięczna praca nad silnikiem gry, przygotowanie modeli i animacji, kreślenie różnych wersji scenariusza rozgrywki – o tym jak hartował się hit roku 1993  posłuchacie w nowym odcinku Loadingu.

Karta

Moja stara karta członkowska do sieci wypożyczalni Beverly Hills Video. Pamiętam te wydawałoby się nieskończone rzędy pólek wypełnione hitami na wzór amerykańskiego Blockbustera. W mojej okolicy ostatni punkt zniknął w okolicach 2012 roku i pod koniec żywota przypominał bardziej market spożywczy niż świątynię z filmami.

Amiga zwalnia tempo

Na Amidze dobrze się grało w przygodówki do momentu kiedy PCty zabrały dla siebie na tyle dużo rynku, że były traktowane przez wydawców jako platformy priorytetowe dla nowych produkcji. Już w 1991 roku dało się zauważyć lepszą jakość i szybkość działania tych samych gier w porównaniu Amiga-PC. Na blaszaku przygodówki chodziły płynniej, grafika cieszyła oczy w 256 kolorach VGA i odpadało wachlowanie wieloma dyskami bo dane były trzymane na twardzielu. Szczególnie mocno dało się to odczuć w tytułach od Sierry albo Lucasartsu. Niektóre z ich tytułów wyglądały na Przyjaciółce paskudnie i wczytywały się koszmarnie długo zmuszając do ciągłych zmian dyskietek. Na obrazku Space Quest IV w którym na Amidze zobaczyłem tylko kilka początkowych scen bo im dalej tym bardziej odechciewało się grać. Jednocześnie z zazdrością oglądałem kolorowe PCtowe screeny w czasopismach, a swoje wojaże z Rogerem Wilco zaliczyłem na spokojnie dopiero kiedy dostałem własnego blaszaka.

Upadłe 8-bitowce

Dwa porządne i cholernie drogie jak na polskie realia lat 80-tych komputery. ZX Spectrum 128 +3 oraz Amstrad (tu Schneider) 6128. Oba z wbudowanymi stacjami dysków więc pozwalające na dużo bardziej komfortową pracę niż modele z magnetofonem. Żaden nie zdobył niestety większej popularności. ZX pojawił się za późno, w momencie kiedy ludzie patrzyli już w kierunku 16-bitowców. Amstrada sprzedawano w zestawie z monitorem co automatycznie windowało cenę i ograniczało krąg zainteresowanych. U nas na taki sprzęt mogły sobie pozwolić dzieci obrotnych prywaciarzy handlujących tureckimi swetrami. 😉 Gry były te same co na wcześniejszych modelach więc trudno było zaszpanować czymś przed kolegami. Tytuły wydawane tylko na dyskietkach stanowiły margines. Szkoda zmarnowanego potencjału, przynajmniej dzisiaj obydwie maszyny prezentują się naprawdę okazale

Atari_Fan

Atarowcy mogą się czuć dopieszczeni. Nasze rodzime pismo Atari_Fan doczekało się wydania po angielsku. Redakcja rozpoczyna marsz na zachód serwując w pierwszym numerze kilka przetłumaczonych tekstów ze starszych numerów oraz zupełnie nowe artykuły stworzone na potrzeby tego wydania. W środku sporo o sprawach technicznych, rozszerzeniach do wszelakich Atari, trochę gier i wywiadów. Nie da się ukryć, że zawartość jest przeznaczona przede wszystkim dla osób siedzących mocno w temacie starych sprzętów. Laicy mogą się pogubić, ale profesjonaliści będą zadowoleni. Atari_Fan jest inicjatywą fanowską, przygotowaną przez ludzi którzy zjedli zęby na atarynkach. Oby więcej takich dobroci trafiało na rynek. Dotychczasowe numery pisma kupicie pod adresem http://atarifan.pl/

[Czytaj dalej…]