Pixel Heaven 2024

Wróciłem z imprezy Pixel Heaven’24 w słodko-gorzkim nastroju. Niestety przydarzył się tam epickich rozmiarów fuckup. Nagle ktoś „u góry” zorientował się, że impreza nie została zgłoszona jako masowa. W związku z tym nagle w sobotę rano nałożono ograniczenie pod tytułem: na terenie nie może być więcej niż 1000 osób łącznie z obsługą, wystawcami itd. Panowie ochroniarze zamknęli bramy i wpuszczali ludzie na zasadzie wymiany. Ktoś wszedł pod warunkiem, że ktoś inny wyszedł. Momentalnie pod wejściem zrobiła się kolejka jak za mięsem w słusznie minionych czasach. Ja przyszedłem koło 11.00 i musiałem odstać prawie godzinę. Dobrze, że warowałem do spółki ze znajomymi i przyjaciółmi z naszej bańki retro więc nudno nie było. Ponarzekaliśmy razem. Ale nie dziwie się ludziom, którzy musieli czekać nawet ponad 3 godziny żeby dostać się do środka. Niektórzy nawet z dzieciakami. Możecie się domyśleć jakie były nastroje, internet płonął od negatywnych relacji i jeszcze chwile nie zgaśnie…

[Czytaj dalej…]

Bądź oryginalny!

Mnie na kupno oryginału nie namówili. Wydać ciężko uciułane na jedną grę albo jechać na giełde po tonę dyskietek? Wybór dla nastolatka było oczywisty. Chociaż nie powiem, takie piękne pudełka z bogatą zawartością (ah te grube instrukcje!) kusiły jak diabli.  

Almanach Gier Przygodowych – wydanie Polskie!

Ale gruba księga! Wreszcie trafił do mnie Almanach Point’n’Click traktujący o grach przygodowych. Kilka lat temu nabyłem oryginalne wydanie od brytyjskiego Bitmap Books, a teraz trzymam w rękach piękne przetłumaczone polskie wydanie. W środku aż 600 stron o gatunku przygodówek od pierwszych tytułów z lat 80-tych po współczesne produkcje. Na kartach almanachu niczym w rasowym albumie rozpychają się piękne całostronicowe screeny wraz z krótkimi opisami poszczególnych gier. Można nacieszyć oczy klasycznym pixel artem: Monkey Island, Kings Quest, Day of Tentacle, Beneath a Steel Sky czy Discworld. Moja nostalgia została tutaj miło połechtana.

[Czytaj dalej…]

Red Baron

Nadleciał nowy odcinek Loading w którym opowiadam o powstaniu Czerwonego Barona, symulatora w którym za sterami dwu-, a nawet trójpłatowców snujemy się nad linią frontu pierwszej WŚ, próbując przetrwać w tym wojennym piekle. Gra z czasów kiedy wirtualne światy były budowane z  prostych wektorowych brył jeszcze bez tekstur i cieniowania, dźwięk szedł głównie z PCtowego „bzyczka”, instrukcje z oryginalnych wydań wyglądały jak encyklopedie, a sterowanie  samolotem zajmowało większość klawiatury.

RoboCop

Robocop w pojedynku z ED-209. Wrzucałem żetony do paszczy automatu w lokalnym wozie Drzymały i czyściłem ulice Detroit z ćpunów zanim jeszcze widziałem film na video. Rodzice nie pozwalali mi go oglądać ze względu na brutalność. Uznali, że sceny dekapitacji policjanta, taplania się w kwasie i ostre teksty to nie najlepszy zestaw dla 12-latka. Ale w końcu i tak zaliczyłem seans po kryjomu. A potem znowu grałem w Robocopa tyle, że już na własnej Amidze.

Loadingowy rozkład jazdy

W najbliższych tygodniach w Loadingu będzie się działo dużo dobrego. Oprócz standardowych pełnometrażowych odcinków szykuję kilka solowych materiałów nad którymi prace posuwają się mocno do przodu. Już za moment nadleci historia komputerowego Czerwonego Barona od Dynamix, następnie posłuchacie o powstaniu niszowej przygodówki Return of the Phantom od Microporse. W lipcu zabieram się za montaż odcinka o grach zimno-wojennych, a zaraz potem gwóźdź programu czyli historia serii Monkey Island!

Epizod 1

Dosłownie chwilę temu była 25 rocznica premiery „Mrocznego Widma”. Nie wiem czy z tego powodu się cieszyć czy załamywać ręce? Za dzieciaka uwielbiałem Gwiezdne Wojny, oglądałem je do zdarcia kaset. Później dokarmiony edycją specjalną wyczekiwałem nowej trylogii. W końcu Lucas nie mógł tego nie dowieźć. A jednak po pierwszym seansie w kinie musiałem przełknąć gorzką pigułę zawodu. Jar Jar Binks był tylko górą problemów tego filmu. Ale zapamiętałem też dobre momenty jak postacie Darth Maula i Qui-gona, muzykę Williamsa i wyścigi Pod’ów. Przez lata Mroczne Widmo zajmowało ostatnie miejsce w moim rankingu filmów SW i zostało zdetronizowane dopiero przez Ostatniego Jedi (niepopularna opinia?).  

Kosmiczny prywaciarz

Telewizyjny program „Joystick” był dość siermiężną próbą stworzenia rozrywkowego show z grami komputerowymi w roli głównej. Poza ogólną partyzantką w jego realizacji było tam coś bardzo pozytywnego czyli dział „Nasz recenzent” który prowadził Kazimierz Kaczor. Słowami „Wielcy wodzowie, miłośnicy gier strategicznych witajcie” zapraszał do swojej jaskini gracza gdzie prezentował właśnie gry wymagające ruszenia mózgownicą. Ale czasami podrzucał też recenzje tytułów z innych gatunków. Tutaj trafił się PRIVATEER, kosmiczny symulator z zacięciem ekonomicznym. Międzyplanetarny handel, szmuglowanie towarów, walki z piratami, rozbijanie się po kantynach, a w tle czeka do rozwiązania gruba galaktyczna sprawa. Po takiej polecance pana Kazimierza wstyd było nie zagrać